środa, 29 maja 2013
1000 wyświetleń
Z całego serduszka chciałabym podziękować ludziom, którzy odwiedzali mój blog.. Jest mi niezmiernie miło z tego powodu, może dla niektórych to nic, ale dla mnie 1000 to mega wyróżnienie, wiedząc jeszcze, iż nikt z moich znajomych nie wiem, że pisze bloga.. Jestem mile zaskoczona, oczywiście chciałabym aby więcej osób to czytało, może należy jeszcze trochę poczekać, nie wiem... Zobaczymy ;) Jeszcze raz chciałabym wszystkim podziękować za komentarze, które w stu procentach były pozytywne. Zawsze chciałam prowadzić bloga, jednak bałam się tego jak ludzie na to wszystko zareagują, jednak nie jest tak źle.
KOCHAM WAS!
niedziela, 26 maja 2013
sidła przeznaczenia c.d
...W drodze do szkoły strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Czasem tak miałam, ale tym razem ból był dwa razy mocniejszy, nie do wytrzymania. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam odliczać od dziesięciu do zera. Nie pomogło, przed moimi oczami ukazał się pewien obraz, tak jakby sen na jawie. Jestem pewna, że każdy widok mogę zapomnieć, ale nie ten. Znak? Ale od kogo? Boga, zgłupiałam już do reszty, widzę zmarłych i w dzień powszedni myślę o Bogu. Próbowałam pozbyć się z pamięci widoku twarzy kobiety, która zabiła się na moich oczach. A ja wyławiałam ją z wody, później trzymałam jej dłoń. Udało mi się, jeszcze oddychała. Ale kiedy przyjechała karetka kobieta padła trupem. Cholera jasna. Nie zapomnę na długo jej twarzy, tego miejsca, tego co miała wtedy na sobie, jej oczu, tamtego pomostu i drogi do niego, tej tafli wody, drabiny, karetki i lekarzy, którzy wtedy przyjechali. Obudziłam się w szpitalu, poznałam jednego lekarza, był z mojej wizji, tylko nieco starszy. Czyżby to wszystko wydarzyło się naprawdę. Nie umiałam sobie tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć.
- C-c co się stało? Gdzie jestem? Co ze szkołą, mam dzisiaj bardzo ważny tekst -Rozejrzałam się po sali segregacji, znajdowałam się w pobliskim szpitalu, nie chciałam tutaj być, nie lubię szpitali. Pracują tutaj osoby niedoświadczone, którym nie leży na sercu los innych, są tutaj tylko i wyłącznie aby zarobić jakieś marne grosze, tak na prawdę nie zależy im na tym aby ludzie, którzy tutaj trafiają wyzdrowieli.. Znam to, ostatnimi czasy trafił tutaj mój dziadek, był ciężko chory miał guza mózgu, nie zdołali go uratować. Nawet nie próbowali. On walczył, walczył do końca.. W pewnym momencie gwałtownie zerwałam się ze szpitalnego łóżka i zaczęłam krzyczeń wniebogłosy, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, czułam się tak jakby opętał mnie szatan.
- O nic się nie bój kruszynko, jesteśmy tutaj aby Ci pomóc. - Starszy mężczyzna z mojej wizji odezwał się do mnie. Wyglądał na miłą osobę, była to pierwsza i ostatnia chyba osoba tutaj, która zrobiła na mnie dobre wrażenie. Biła od niego dobroć, tak jakby był aniołem i został zesłany tutaj na ziemię aby się mną zająć. Miał siwe,zadbane włosy i śmieszny wąs, przypominał nieco dżdżownicę. - Na prawdę to dla twojego dobra, nikt Ci nie chce zrobić krzywdy, młoda kobieta zadzwoniła po nas, powiedziała, że znalazła Cię na drodze, przy ruchowej autostradzie, leżałaś nieprzytomna..
- .. Czy ja mam raka? - Przerwałam lekarzowi, nie chciałam umierać. Bałam się, nie chce umierać tak jak dziadek, chce umrzeć śmiercią naturalną.. Przede mną było jeszcze tyle życia, nigdy nie miałam chłopaka, prawdziwej przyjaciółki.. Ta chce żyć. W tej samej chwili poleciały mi słone łzy z oczu. - Proszę niech mi pan powie jestem gotowa na najgorsze. - Mężczyzna nic nie odpowiedział, parsknął tylko śmiechem i wyszedł.
Rozdział II
W końcu weekend. Okazało się, że nic mi nie jest. Byłam przemęczona, za dużo ruchu za mało snu oraz jedzenia. Starszy lekarz zapisał mi witaminy, które muszę brać przez pewien czas. Wróciłam do domu, bardzo się cieszę. W końcu czuję, że żyję. A-ale tęsknie za tatą.. Nie widziałam go od wielu miesięcy.. Tak bardzo chciałabym choć na moment móc się do niego przytulić, poczuć jego zapach, dotknąć. Serce mi się kraje jak widzę małe, szczęśliwe dzieci biegające po osiedlu, a tuż obok nich tatuś obserwuje ich każdy ruch, troszczy się o nie, czemu ja tak nie mogę mieć.. Tak bardzo mi tego brakuję.. Otworzyłam jak codzień pamiętnik Katherine Johnson, musiałam się czegoś o niej dowiedzieć, może będzie napisane gdzie mieszka. Ktoś z moich znajomych musi ją znać. Myśl Rose, myśl.
21.06.1890r
Prywatne zapiski Katherine Johnson
"Scarlett gdzie jesteś? Minęło już tyle czasu, a ja nadal nie mogę się pozbierać. Nikt nic, nie wie. Czemu milczą? Nie opuszczę Anglii dopuki, doputy Cię nie odnajdę, nawet jakbym miała skonać, nie odpuszczę. Za bardzo Cię kocham.."
- Ciekawe czy się odnalazła. Biedna, mała Scarlett. Ludzie są podli, jak można zrobić takie coś drugiej osobie. Ja tego nie rozumiem. -odłożyłam pamiętnik, nie mogłam dalej tego czytać, mimo tego, że znałam cały dziennik na pamięć nie mogłam teraz zaprzątać sobie tym głowy, musiałam zająć się sobą.. Z dołu usłyszałam krzyk starszej kobiety. Rose, Rose Any Mallory na dół [..]. Mama, jak zwykle w odpowiednim momencie sobie o mnie przypomina.
-Mamy dla Ciebie z babcią niespodziankę, na twoje piętnaste urodziny. Zapisałyśmy Cie do szkoły z internatem "School Marii Katherine" w miasteczku Bakewell obiecuję Ci, że będzie fajnie. - Mama patrzyła się na mnie z litością w oczach, chciała się chyba pozbyć mnie z domu, najwidoczniej sprawiałam jej wiele kłopotów i miała mnie dość. Po chwili jednak wtrąciła.. - Ale oczywiście jesli nie chcesz, możesz dalej chodzić do tej szkoły, pomyslałyśmy jednak z babcią, iż tak będzie dla Ciebie lepiej.
-Co miałam robić? Widze przecież, że nie chcą mnie w domu. Musiałam się zgodzić, może to sprawi, że przesanę myśleć o Scarlett i tej całej chorej historii. - Bardzo się cieszę mamo, dziękuję wam. Zawsze o tym marzyłam - Wtrąciłam.
wtorek, 14 maja 2013
urodziny
Dziękuję całej swojej klasie za wspaniałe urodziny, za śpiew (troche fałsz), za życzenia ogólnie za wszystko. Jednak w dużej mierze te urodziny były najlepsze w moim życiu dzięki mojej najlepszej przyjaciółce Alicji. Dostałam od niej pudełko na pamiątki (juz jest całe zapełnione O__O) oraz własnoręcznie zrobiony kupek. Przepraszam, iż zrobiłam Ci taką wieś dzisiaj w autobusie, tramwaju, złotych tarasach oraz na ulicy ale taka już jestem i wiem, że właśnie za to mnie kochasz.
Życzenia od Jaśminki totalnie mnie zaskoczyły: Kochanie, życzę Ci abyś w trzeciej gimnazjum miała czerwony pasek, ogólnie abyś była zdrowa no i oczywiście, życzę Ci abyś była szczęśliwa oraz piękna jak dotychczas. Życzę Ci także w tym jakże szczególnym dniu abyś miała zajebistych znajomych i aby kochali Cię tak jak ja kocham Ciebie. <33
URODZINY UWAŻAM ZA UDANE. !!
sobota, 11 maja 2013
Smutek.
“Smutek jest drzewem, a jego owocami łzy.”
Bajka o zasmuconym smutku
Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
"Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ... jestem smutny."
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,
jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"
Samotność.
SAMOTNOŚĆ
Poczucie opuszczenia odbija się niekorzystnie na życiu psychicznym. Spotkałam w swym życiu ludzi samotnych, którzy samotnie wcale się nie czuli, spotkałam i takich, którzy w otoczeniu rodziny i przyjaciół cierpieli z powodu osamotnienia. Samotność nie wybiera, może spotkać każdego z nas - malucha, który nie zna miłości rodziców, nastolatka zaszczutego przez grupę rówieśniczą, młodą kobietę, która przypomina „kościotrupa", ale w lustrze nadal widzi spasionego prosiaka, mężczyznę, od którego świat wymaga by był romantyczny, zaradny, opiekuńczy, dobrze zarabiał ... no i koniecznie świetnie tańczył, staruszka, który przeżył już wszystko, nawet własne życie.
ŚMIERĆ.
CO?
ŚMIERĆ.
CO MASZ NA MYŚLI?
ŚMIERĆ,ŚMIERĆ PO MNIE PRZYSZŁA.
Ludzie boją się samotności i robią wszystko by jej uniknąć. Pójdą do kina na kiepski film, obejrzą mecz piłki nożnej... czy widzieliście coś bardziej idiotycznego? Kilku idiotów przerzuca piłkę na drugą stronę boiska, kilku kolejnych idiotów odrzuca ją z powrotem... a miliony innych idiotów gapi się na to, jakby działo się coś niezmiernie ważnego. W tłumie czują się lepiej i zdrowiej, gdyż wokół jest tylu podobnych ludzi. Każdy wspiera każdego by nie czuć się szalonym.
Wystarczą trzy tygodnie całkowitej izolacji: żadnych gazet, telewizji, radia, żony, męża, dzieci. Trzy tygodnie bez religii, społeczeństwa, klubów, uniwersytetów... pojawi się lęk, dosłownie oszalejesz. Będziesz zdumiony, widząc siebie w zupełnej samotności. Zrozumiesz, że to co robiłeś przez całe swoje życie, było niczym innym, jak tylko zakrywaniem dziur i ran własnego istnienia, zakrywaniem ich pięknymi kwiatami. Ale kwiaty nie uleczą ran. Być może odkryte rany mogą się zabliźnić. Zakryte, wypełniają się coraz większą ropą. Samotność to odkrywanie samego siebie. Osamotnienie to tęsknota za innymi, dopominanie się o innych, uzależnienie od innych. Stąd, ktoś inny ma nad tobą władzę, a ty masz władzę nad kimś innym. Osamotnienie jest słabością. Samotność jest siłą.
Jesteśmy sobie obcy. Być może spotkaliśmy się i żyjemy razem, ale nasza samotność jest zawsze z nami. Przestań uciekać od siebie samego i zatapiać się w różnych rodzajach narkotyków, relacji, religii. Nie przerzucaj własnych problemów na innych. Każdy musi sam rozwiązywać własne problemy, a nie ma ich zbyt wiele wszystkie są wynikiem jednego, którego nie rozwiązałeś dotychczas. Problem ten tkwi w tym, jak wejść we własną samotność bez lęku? Moment, w którym wejdziesz we własną samotność bez lęku, będzie tak pięknym i ekstatycznym doświadczeniem, że nie istnieje nic, z czym mógłbyś to porównać.
Zaakceptuj samotność radośnie, wejdź w nią tak głęboko, jak to tylko możliwe. Im głębiej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Kompleksy
Kompleksy
Cześć, to znowu ja. Postanowiłam, że w końcu coś tutaj napiszę. Ostatnimi czasy nie miałam na nic kompletnie czasu. Napisałam rozdział swojej książki. Sukces. Imieniny mojej mamy, goście, znajomi. Jest piękna pogoda i trzeba korzystać. Prawda? Jednak teraz nie mam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam, że napiszę kolejny post tym razem trochę o sobie, to chyba nowość. A mianowicie o swoich kompleksach, co mi się w sobie nie podoba, co mnie denerwuje.
1. Nogi - moje nogi są ohydne. Grube, krótkie i krzywe. Wszystko z nimi jest nie tak ;// Jednak jestem jedną z tych osób, którym nic kompletnie się nie chce. Chciałabym być chuda, mieć piękną figurę, ale jestem LENIEM. Od miesięcy przymierzam się do biegania, chciałabym mieć lepszą kondycję i figurę, może wtedy byłabym bardziej otwarta na nowe znajomości i zaczęłabym chodzić w spódnicach oraz sukienkach. Nikt z osób, które mnie znają nie wyobraża sobie mnie w takim stroju. A czemu? Bo nigdy tak przy nich nie chodziłam.. Założyłam się nawet z koleżanką, że zrobię całe 42 dni szóstki Wejdera. Skończyłam na 10 dniu. Od jutra BIEGAM.
2. Brzuch - Każdy z moich znajomych mówi, że mój brzuch jest idealny. Płaski. Okej, może mam płaski brzuch jak nie jem nic przez cały dzień. Dopiero gdy wracam ze szkoły o godzinie 16 coś przekąszę, wiem, że jest to niezdrowe blablabla, ale tak już mam. Zawsze chciałam mieć umięśniony brzuch, ale jak już wcześniej pisałam, jestem strasznym leniuchem. Nienawidzę ćwiczyć. Może i mam szósteczkę z wychowania fizycznego, ale wtedy się zmuszam. Kiedyś, owszem :) Niedawno miałam nawet taki okres w swoim życiu, że się załamałam. Byłam w domu przez cały dzień i co robiłam? Oczywiście jadłam. Później jednak przejrzałam się w lustrze i przeraziłam się gdy to ujrzałam... o.O Umięśniony brzuszek to podstawa....
3. Wzrost - Nienawidzę swojego wzrostu. Zawsze chciałam być wysoka. metr siedemdziesiąt. Wzrost idealny dla dziewczyny, ale taki kurdupel jak ja może sobie tylko pomarzyć. Jestem dziesięć centymetrów niższa i jestem jedną z najniższych osób w klasie. Wyobraźcie sobie jak wyglądam jak gramy w koszykówkę na wf. Mam piłkę, przymierzam się do rzutu, jednak przede mnie podbiegają dwie wysokie laski z przeciwnej drużyny no i oczywiście nie mam szans, blokują mnie. Nie mogę nic zrobić.. Okej wiem, że jestem niska. Jednak moje wspaniałe koleżanki muszą mi później dogryzać. "wiesz co Natalia, ty jesteś taka śmieszna, bo jak gramy w kosza, to jak ty biegniesz i ja to jesteś o połowę niższa i patrzę na Ciebie z góry i to tak śmiesznie wygląda"
4. Waga - Moja waga nie jest w sumie najgorsza, ale chciałabym mieć stałą wagę.. Wiem, że jest to możliwe i jakbym bardzo chciała to by mi się to udało. Wszystko się da, ale trzeba tylko trochę się przyłożyć. Tia przyłożyć... Mój przedział wagowy to 40-50. Jeszcze nigdy nie ważyłam pięćdziesięciu kilogramów i nie chciałabym aby to nastąpiło. Moim marzeniem jest ważyć 45kg. Wiem, że się dal gdyż moja o trzy lata starsza siostra, która jakoś w moim wieku ważyła 64kg. aktualnie waży ok. 50kg.
5. Dieta - Strasznie niepokoją mnie moje nawyki żywieniowe. Za dużo słodyczy, za dużo tłuszczy za dużo po prostu niezdrowego jedzenia. Chciałam zostać wegetarianką, jednak moja mama mi nie pozwoliła, a z resztą boję się, żebym sobie nie umiała ułożyć odpowiedniej diety. Krótko mówiąc, nie umiałabym odpowiednio się odżywiać. Musze to wszystko ograniczyć, ale nie umiem. Podjadanie. To jest straszne. Wiecie może jak to wszystko przezwyciężyć? Zero słodyczy? Ale, że tak na zawsze.. nie umiem.
No i to chyba na tyle. Jak na razie tylko tyle rzeczy przyszło mi do głowy. Może wy macie jakieś sytuacje, kompleksy z którymi nie możecie sobie poradzić? Piszcie śmiało ja postaram się wam w jakiś sposób pomóc :)
sobota, 20 kwietnia 2013
Sidła Przeznaczenia c.d
Sidła przeznaczenia c.d
ROZDZIAŁ I
5.05.1890r
Prywatne zapiski Katherine Johnson"Minęło dokładnie pięć lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Dzisiaj moja mała miałaby urodziny. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli. "
Kto to był Katherine Johnson? Co noc zadawałam sobie to samo pytanie. Kim jest i kim była ta cała Scarlett. I czemu akurat ja mam jej pamiętnik? Zawsze jak pytałam rodziców o tą kobietę , nie wiedzieli co mają mi odpowiedzieć, czy oni wiedzieli więcej ode mnie? Ale czemu milczeli. Chyba nigdy się nie dowiem. Mieszkam od piętnastu lat w Anglii i mam tyle samo lat co Scarlett, to pewnie przypadek. Możliwe, że dziewczynka, którą kiedyś porwano mieszka tuż obok mnie, może nawet się znamy. Tylko sprawcy nadali jej inne imię aby nie wzbudzać podejrzeń. Biedna panna Katherine, sama w tym wielkim mieście. Będąc młodą kobieta, tyle przeszła, na szczęście ja mam swoich kochających rodziców, którzy nigdy mnie nie opuszczą. Nawet gdy miewam koszmary są obok mnie. Czy to dziwne, że gdy zamykam oczy widzę błękitnooką kobietę, nie jest stara. Wręcz przeciwnie, jest młoda i piękna. Tryska zdrowiem. Ale jest przerażona, za wszelką cenę chce uciec z kraju... Słyszę trzy strzały z broni wojskowej i w pewnym momencie się budzę, czemu akurat teraz? Co jest dalej.. Czy to ona zostaje postrzelona? Nie wiem nic, może to panna Katherine Johnson. Moja babcia, a to oznacza, że Scarlett to moja ciocia albo mama.. Nie to nie możliwe, przecież moją matką jest niejaka Any Forie-Mallory, córka bogatej wdowy Melanie Forie. Mama nie miała rodzeństwa, była jedynaczką.
-Rose, Rose Any Mallory. W tej chwili proszę zejść mi na dół. Wołam Cię od piętnastu minut a ty nawet nie raczysz się mi pokazać.
Do rzeczywistości przywrócił mnie krzyk mojej matki, była pobudliwa i nie tolerowała spóźnialstwa. Ja jednak byłam straszną niezdarą i zawsze spóźniałam się na przyjęcia, które organizowali rodzice.
-Już idę mamo. Proszę poczekaj jeszcze chwilę. - odłożyłam pamiętnik niejakiej Katherine i szybkim krokiem zeszłam po drewnianych schodach do kuchni, gdzie czekała na mnie moja mama. Ojca jak zwykle nie było w domu. Dla niego liczyła się tylko praca. - Wszystkiego najlepszego kochanie z okazji piętnastych urodzin. - Przytuliła mnie z całej siły i pocałowała w czółko, kompletnie zapomniałam o moich dzisiejszych urodzinach. Ale zaraz, zaraz dzisiaj piąty maja. Scarlett też ma dzisiaj urodziny, czy ja jestem..? Hah, nie bądź głupia Rose. - Pomyślałam. Jednak szybko wróciłam do rzeczywistości. Mama nie mogła czekać. - Dziękuję, za pamięć. Taty nie ma? Jak zwykle w sumie, głupio pytam. -odparłam z żalem w głosie, nie widywałam go praktycznie w ogóle, jak on wyglądał? Zarośnięty i przy kości? Nie, to przecież listonosz. Mój ojciec był elegancji, chodził w garniturze, był wysoki i zadbany. - Nie ważne, nie było pytania. Idę do szkoły, bo jeszcze się spóźnię.
W drodze do szkoły strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Czasem tak miałam, ale tym razem ból był dwa razy mocniejszy, nie do wytrzymania. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam odliczać od dziesięciu do zera. Nie pomogło, przed moimi oczami ukazał się pewien obraz, tak jakby sen na jawie. Jestem pewna, że każdy widok mogę zapomnieć, ale nie ten. Znak? Ale od kogo? Boga, zgłupiałam już do reszty, widzę zmarłych i w dzień powszedni myślę o Bogu. Próbowałam pozbyć się z pamięci widoku twarzy kobiety, która zabiła się na moich oczach. A ja wyławiałam ją z wody, później trzymałam jej dłoń. Udało mi się, jeszcze oddychała. Ale kiedy przyjechała karetka kobieta padła trupem. Cholera jasna. Nie zapomnę na długo jej twarzy, tego miejsca, tego co miała wtedy na sobie, jej oczu, tamtego pomostu i drogi do niego, tej tafli wody, drabiny, karetki i lekarzy, którzy wtedy przyjechali. Obudziłam się w szpitalu, poznałam jednego lekarza, był z mojej wizji, tylko nieco starszy. Czyżby to wszystko wydarzyło się naprawdę Nie umiałam sobie tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć.
sobota, 6 kwietnia 2013
Sidła Przeznaczenia
Sidła przeznaczenia
Cześć. Postanowiłam, że zacznę pisać książkę. Znajomi popychali mnie do tego abym zaczęła pisać, czemu? Nie mam pojęcia. Napisałam już a raczej dopiero 1,5 rozdziału, ale chciałabym się z wami tym podzielić, może powiedziecie, doradzicie mi. Nie mam pomysłów, jak może się skończyć, nic. Pierwszy raz mierzę się z takim czymś, i wiem, że nie pójdzie mi najlepiej, ale zawsze chciałam napisać swoją własną książkę. Nie od razu wydać, ale pokazać poprzez książkę co czuję, jaka jestem. A więc, byłabym wdzięczna jakbyście przeczytali i napisali jak wam się podoba. Z góry dziękuję.
Prolog
Była noc, nie słyszałam nic prócz fali uderzających o brzeg drewnianej łódki. Ile to już czasu? Zastanawiałam się każdego dnia. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem i jaki jest dzień tygodnia. Nie wiedziałam nic. Był rok 1895 nie mogłam zostać w kraju, moja matka wraz z ojcem zostali zamordowani, ja cudem uszłam z życiem, schowałam się w schronie na działce, matka zawsze jak byłam mała powtarzała mi, że w razie niebezpieczeństwa mam tam uciekać i za wszelką cenę nie odwracać się za siebie. A więc tak zrobiłam i tym razem. Nie wiedziałam co się dzieje, byłam przerażona a serce waliło mi jak młotem. Słyszałam odgłosy ludzi błagających o życie oraz strzały z wojskowych strzelb. Czy to już koniec? Pomyślałam. Do rzeczywistości przywrócił mnie dźwięk, który rozproszył się po pokoju, był to jakby płacz małego dziecka. Nasłuchiwałam się bardzo uważnie, byłam podekscytowana a za razem przerażona. Może mam jakieś omamy z tego wszystkiego. Rozejrzałam się po pokoju, szczególną moja uwagę przykuła stara, brudna szmata w którą było coś ewidentnie owinięte. Z paniką w oczach zbliżałam się małymi krokami do prześcieradła. Dziecko, ale co ono tam robiło? Czyżby, ktoś je porzucił, a może zostało schowane przed żołnierzami. W mojej głowie roiło się od pytań, ale nie mogłam teraz tym wszystkim zakrzątać sobie głowy. Było wiele ważniejszych spraw, między innymi wyjechać z kraju. Jak pomyślałam tak tez zrobiłam, zabrałam ze sobą dziecko, jej oczy wprawiały mnie o osłupienie, były koloru nieba a swoją przezroczystością mówiły o smutku i zakłopotaniu. Tak jakby dziecko za kimś albo za czymś bardzo tęskniło i nie czuło się bezpiecznie. Nie mogłam przecież pozwolić na to aby stała mu się krzywda, więc czym prędzej wzięłam niemowlę na ręce i pospiesznym krokiem ruszyłam na port.
Teraz jestem tutaj, tułam się po całym świecie bez jakiegokolwiek celu. Nie wiem co będzie dalej, ale chce aby mała Scarlett żyła w ciągłym lęku, chciałabym w końcu ułożyć sobie życie. Każdego dnia mam nadzieje, że życie będzie idealne, że będę mogła się cieszyć ze wszystkiego co mnie otacza, niestety ludzie robią swoje i zmieniają Nasz świat w coś nieosiągalnego, niektórzy traktują go jak własny. Wpierdalają się w to co jest naszą własnością. U każdego w życiu przychodzi moment w którym nie mamy już siły, poddajemy się lecz nie dajemy tego po sobie poznać. Bo prawda jest taka, że niektórzy nie traktują ludzkich uczuć poważnie, nie zważają na to, jak można zranić lub upokorzyć. Ważne jest tylko ich szczęście i to co z nim zrobią, ale należy pomagać tym co na to zasługują i mają szanse na poprawę siebie. Gdy jednak nie ma się przy sobie nikogo bliskiego przychodzą nam do głowy różne myśli, te złe i te dobre... Nie biorąc niczego pod uwagę, robimy rzeczy których potem zazwyczaj żałujemy, lub na odwrót.. Przyznam nie raz miałam ochotę zginąć tak by każdy zapomniał o mnie i o tym co robiłam w ich życiu, by wreszcie się uwolnić od tego wszystkiego.. Czułam się niepotrzebna i bezwartościowa.. Życie nie sprawiało mi radości a ciągłe funkcjonowanie na nim było bez sensu. Chwilami żałuje, że nie wykorzystałam swojej szansy. Lecz gdy już jesteś na skraju wytrzymałości nie patrzysz na to co pomyślą o tym inni, jedyna myśl jaka siedzi w głowie to, to, że wreszcie skończymy ze sobą, że nie potrzebne nam życie by tylko cierpieć bo żadna cudowna chwila nie wypełni pustki w naszym sercu. Sądzicie, że to wszystko jest takie łatwe lecz my nie bierzemy pod uwagę konsekwencji, robiąc to jesteśmy egoistami myślimy tylko o tym, by skończyć z tym z czym sobie tak naprawdę nie radziliśmy bo to Nas przybiło, zdołowało do końca. Gdyby nie to, że nie dajemy sobie rady i to, że jesteśmy słabi zapewne byśmy się nie przejmowali, ale są też osoby wrażliwe i o dobrym sercu którym potrzeba trochę czasu, samotności i miłości. Gdyby nie wy nie byłoby powodów do samobójstwa bo to nie przychodzi z głupoty tylko z zachowania niektórych osób. To jest proste, lecz gdy już postanowisz staniesz na skraju zastanawiasz się czy to zrobić czy jednak zostać i cierpieć dalej, bo Nie warto jest żyć dla garstki ludzi którzy prędzej czy później o Tobie zapomną. Samobójstwo to jedna z rzeczy, która uwalnia od wszystkiego co mamy dotychczas, to egoistyczna czynność, która może jedynie pomóc w zdobyciu wymarzonego spokoju którego zazwyczaj pragniemy. Podcinając sobie żyły, wieszając się, topiąc, dusząc, umierając zdajemy sobie sprawę, że jednak nie było tak źle, że jednak coś Nas trzyma na tym świecie lecz przychodzi również myśl, że tak będzie lepiej dla innych. Czasem mamy ochotę zniszczyć siebie i własne wnętrze tak by rzygać krwią i wylewać żelazne łzy tak by cała nasza osoba umarła. Niektórzy z Nas wolą proces powolny polega on na niszczeniu siebie przez cięcie się, cierpienie, ból oraz samotność, który boli niesamowicie, inni zaś pragną śmierci szybkiej, która jest w trybie natychmiastowym. Niestety, każdy z Was uważa, że to głupie, że każdy kto chce to zrobić jest nienormalny, ale czy kiedykolwiek zapytaliście tej osoby jak się czuje, dlaczego chce to zrobić, co go w życiu tak bardzo zdołowało, że nie chce żyć. Może po prostu nie potrafi? Może nie umie sobie poradzić i udowodnić, że jednak na coś go stać. Powiem tylko, że śmierć nie jest wcale cudowna ale dzięki niej, pokazujemy swoje tchórzostwo oraz to, że uciekamy sami od siebie i nienawiści przez własne czyny których nie potrafimy naprawić. To prawda każdy z Nas popełnia błędy, ale to nie oznacza, że każdy ma na tyle siły by to przezwyciężyć. Jest grupa ludzi, która nie mówi o swoich uczuciach, o tym jak żyje i co ich boli oraz rani, woli żyć w samotności, zabijając siebie oraz swój świat, który nigdy nie będzie doskonały.. Mam dość, nie chce żyć, ale muszę, dla Scarlett. Chcę aby choć ona miała cudowne życie, nie pozwolę aby ktoś kiedykolwiek ją skrzywdził.
Rozdział I ~ prywatne zapiski Katherine Johnson (kawałek)
Minęło dokładnie piętnaście lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli.
sobota, 23 marca 2013
urodziny mamy.
Przeklęty, kto zasmuca matkę swoją.
Dzisiejszy dzień można zaliczyć do najgorszych w moim życiu.. 23 marca 2013r. Urodziny mojej mamy. Jestem beznadziejna, jak w ogóle można zapomnieć o tak ważnym dniu.. Tydzień temu jeszcze sobie powtarzałam, aby nie zapomnieć.. Jakby moja mama zapomniała o moich urodzinach, byłoby mi smutno, jestem ciekawa jak moja mama musiała się poczuć, jak nie złożyłam jej życzeń urodzinowych z rana jak to zawsze robiłam, nie czekało na nią śniadanko.. Nawet nie kupiłam jej prezentu, co ze mnie za córka ja się pytam. Ale nie, jutro jej się odwdzięczę, wstanę z samego rana i zrobię jej najlepsze śniadanie jakie jest tylko możliwe. Kocham ją niesamowicie i nigdy sobie tego nie wybaczę.. 23 MARCA 2013r. NAJLEPSZEGO MAMO I PRZEPRASZAM!
piątek, 1 marca 2013
Irytują mnie ludzie [..]
Łzy nie są oznaką słabości, ale tego, iż nie ma się serca z kamienia.
Czasem irytuje mnie zachowanie niektórych osób.. I nie chodzi mi tutaj o to, że uważają się za lepszych od innych bo ja czasem także mam poczucie iż niektórzy są beznadziejni a ja jestem ta wspaniała i niepowtarzalna. Zdaję sobie z sprawę z tego, że dużo osób może mnie nie lubi i uważa mnie za najgorszą osobę jaką kiedykolwiek poznali.. WZAJEMNIE. Tak nienawidzę dużo osób w szkole, wiem, że oni mnie także no ale nie o tym chciałam tutaj teraz napisać. Nie lubię gdy ktoś mówi, że się z nim przyjaźni a potem obrabia Ci dupę z pierwszą lepszą osobą.. Ja należę do osób, które szybko przywiązują się do innych.. Moim zdaniem jest to jedna z najgorszych wad jakie mogą być. Bo często się zawodzę na innych a potem niestety trudno mi jest zaufać innemu znajomemu. Wiem, że nie powinnam skreślać innych bo nie wyszło z poprzednimi ale taka już jestem. Staram się pracować nad swoimi wadami i udoskonalać swoje zalety.. Czy wyjdzie, nie wiem?! Dzisiaj chciałabym się skupić konkretnie na jednej osobie. Poznałam ją a raczej jego w podstawówce, w piątej klasie przeniósł się do naszej szkoły i wyszło tak, że trafił do mojej klasy. Na początku się go bałam i w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, na ogół jestem wstydliwą osobą, odkąd jestem w gimnazjum jestem bardziej otwarta na nowe znajomości, jednak gdy nie znam kogoś wystarczająco dobrze to nie mam tematów do rozmowy.. BYWA I TAK. Imię tego chłopaka nie jest istotne, no ale uznajmy, że nazywa się Luiz, chłopaki którzy interesują się piłką nożną powinni wiedzieć, któż to taki. "David Luiz" mówią tak czasem na niego, gdyż ma podobne włosy do tego pana no ale to jest nieistotne. Więc te dwa lata podstawówki minęły dość szybko bez jakichkolwiek rozmów i spotkań z nim. Z roku na rok gadaliśmy "trochę" więcej. W lipcu okazało się, iż jesteśmy razem w klasie a mianowicie "1C". W tamtym momencie pomyślałam sobie, że jest on jedyną osobą, którą znam z podstawówki na tyle dobrze, że mogę z nim rozmawiać. Była jeszcze Kasia, ale za nią nigdy nie przepadałam, chciałam zerwać jakiekolwiek kontakty z osobami z poprzedniej klasy, ale nie umiem. "Jestem słaba". Chciałam całkowicie oderwać się od swoich koleżaneczek z podstawówki, nienawidziłam swojej poprzedniej klasy, liczyła ona 16 osób, z większością w ogóle nie gadałam, a reszta czyli jakieś 4 osoby były w miarę spoko często myślałam nad tym aby przepisać się do innej klasy, ale czy jest sens?! Była tam przecież moja najlepsza przyjaciółka, razem jakoś przetrwamy tą podstawówkę. I tylko dzięki pozytywnemu myśleniu przetrwałam. Luiz, Luiz, Luiz i jeszcze raz Luiz. Co z nim jest nie tak? Wszystko i nic. Dziwny chłopak o błękitnych oczach i brązowych lokowanych włosach. A może to ja jestem jakaś nawiedzona?! O_O Lubię go, znamy się 4 lata i rozmawia się nam ze sobą bardzo dobrze.. Niby wszystko idzie jak po maśle ale skoro pisze to wszystko to chyba jednak coś jest nie tak, tylko co? Uważa mnie za swoją przyjaciółkę i to jest przesłodkie, pierwszy raz jak to mi powiedział to byłam wniebowzięta gdyż nigdy nie sądziłam, że moim przyjacielem będzie chłopak. Dostałam nawet od niego walentynkę w tym roku w której było napisane "Lubię Cię bo dużo jesz. Dla mojej bff od Loczusia lof ju <3" Ostatnio nawet słyszałam od kilku osób, że mu się podobam jednak ja osobiście uważam, że to nie jest prawda gdyż po pierwsze ja jestem brzydka a po drugie jak ktoś się go pytał na jakimś portalu to powiedział, że dziewczyna, która mu się podoba nie chodziła z nim do podstawówki i w jej imieniu są dwie litery "A" a z tego co się orientuje w moim imieniu "Natalia" są trzy. Nie wiem, mogą myśleć sobie co chcą oraz mówić, że pasujemy do siebie i tak wiem, że nie chodzi o mnie. No ale nie ważne w sumie... Strasznie wkurza mnie jego zachowanie.. Uważa, że jestem jego przyjaciółką ale napisać to do mnie nie napisze.. Kiedyś jak tak ze sobą jeszcze nie gadaliśmy to pisał do mnie zawsze jak nie na fb to na telefon a teraz?.. Nie lubię pisać jako pierwsza do innych, bo myślę, że się narzucam obiecał, że nad tym popracuje, ale jakoś nie widzę efektów.. Hmm co jeszcze... Ostatnio napisałam, że taki Przemek z naszej klasy jest niemiły bo coś tam o mnie napisał no i zaczęli coś tam o mnie pisać, powiedziałam, że to nie prawda a co kochany Luiz napisał Przemkowi? "Weź, ona dziwna jakaś jest :/" A później jak mu coś napisałam to tylko wyświetlił, nawet nie odpisał.. Wkurza mnie takie coś, mówi i robi różne rzeczy a potem udaje, że nic się nie stało.. Dobra ja rozumiem jest to chłopak i nie rozumie wielu rzeczy no ale bez przesady.. Wie jaka jestem i nie powinien w taki sposób postępować... To chyba na tyle. Dziękuje, dobranoc ;)
W sumie to jak tak zaczynam się zastanawiać czemu ja to wszystko piszę, to sama nie wiem.. Mam mętlik w głowie.. Z jednej strony boję się, że jak będę starsza to nie będę pamiętała tych wszystkich rzeczy jednak z drugiej.. Co jeśli jakiś znajomy znajdzie mojego bloga i będzie się ze mnie śmiał, że bawię się w takie coś... udostępni to gdzieś i zostanę najzwyczajniej w świecie wyśmiana przez innych. Nie wiem co myśleć.
sobota, 23 lutego 2013
brak pomysłów,czasu,chęci.
JOŁJOŁJOŁ
Nie wiem jakoś o czym mogę pisać więc wstawiam swoją słit focie. Zapraszam także na mojego aska, jeśli macie jakieś pytania możecie tam śmiało pisać natalia15a . W najbliższym czasie postaram się coś tutaj wstawić, jednak ostatnimi czasy nie mam weny. Dzisiaj zaczęłam czytać książkę "Zdrada Nieśmiertelnego" więc może ona nasunie mi jakiś pomysł na kolejną notkę ;)
niedziela, 17 lutego 2013
Dziadek&Babcia
Pewnego dnia dziadek źle się poczuł i za namową babci poszedł do lekarza.
Doktor stwierdził, że dziadek ma chore serce i oprócz odpowiednich lekarstw potrzeba mu więcej ruchu, więc babcia w trosce o jego zdrowie kupiła mu rower stacjonarny. Rower ten był wyposażony w 4 programy kontrolujące pracę serca. Dziadkowi bardzo spodobało się to urządzenie. Przez kilka dni zaciekawiony, intensywnie ćwiczył. Babcia zaczęła się zamartwiać, że chyba jest to za duży wysiłek jak na starszego, chorego człowieka. I miała rację, gdyż dziadek po tygodniu żmudnych ćwiczeń był bardzo wyczerpany, lecz nie chciał się przyznać babci, by nie zrobić jej przykrości. Mój kochany dziadziuś pozwolił, żebym i ja potrenowała na jego nowym urządzeniu. To zajęcie bardzo mi się spodobało i nieświadoma planów dziadka codziennie przejeżdżałam 10 km. Po kilku dniach dziadziuś przyznał się, że cały mój wysiłek przypisuje sobie. Babcia, kontrolując licznik roweru, bardzo była dumna, że dziadek przejeżdża 10 km i nawet nie jest zmęczony. A ja byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam pomóc dziadkowi i razem oszukiwaliśmy babcię. Jednak kłamstwo ma krótkie nogi i babcia po niedługim czasie domyśliła się, że coś przed nią kryjemy. Pewnego popołudnia przyłapała nas na gorącym uczynku. Niestety, ja i dziadek musieliśmy się przyznać do naszego małego sekretu. Babcia zrozumiała nasze dobre chęci i nie była na nas zła, tak jak się spodziewaliśmy.
Teraz rozpoczęliśmy w trójkę przejażdżki rowerowe na świeżym powietrzu, które bardzo nam się podobają. Często podczas tych przejażdżek przypominamy sobie naszą przygodę i wciąż ona nas bawi.
+ Doszłam do wniosku, że jestem gruba i mam okropny brzuch, więc od dzisiaj zaczynam robić 6 Weidera. Trzymajcie kciuki jeszcze tylko 41 dni do końca!
piątek, 8 lutego 2013
przyszłość
"Nigdy nie pytałem ile bólu może pomieścić ludzkie serce, a mimo to, co dzień nakazane jest mi to sprawdzać. "
W życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki okres kiedy zaczynamy myśleć "co dalej?". Jest to niesamowicie frustrujący temat do rozmyśleń, przynajmniej dla piętnastolatki takiej jak JA!
Moja głowa przez ostatnie tygodnie zawalona jest myślą tylko o tym co miałabym robić w przyszłości. Uświadamiam sobie, że to co chciałabym robić jest dla mnie nie osiągalne, albo też inaczej... wszyscy starają mi się to wybić z głowy mówiąc "weź ty się za porządną robotę". Może jestem leniem, może brak mi motywacji, może po prostu boję się wyjść poza pewien schemat?
Za każdym razem kiedy do mamy/taty przyjeżdża ich znajomy to zaczyna się gadka "o Natalko jaka Ty duża! ... a w której Ty klasie jesteś?... AAA 2 klasa gimnazjum no ładnie, ładnie.... A co potem? Jakie licaum?" NO KURWA... skąd mam wiedzieć!? Na medycynę? Kompletnie nie rozumiejąc chemii? A może na politechnikę? OOO taaaakkk, moje kompletnie niezrozumienie fizyki na pewno mi bardzo pomoże.
Myślę i myślę i nic nie przychodzi mi do głowy. KOMPLETNIE NIC! Nie wiem co jest ze mną nie tak. Znam wielu ludzi którzy już w gimnazjum wiedzą co będą zdawać na maturze, na jaki kierunek pójdą, BA! wiedzą nawet na którą uczelnie chcą iść. A ja co? Nic.. najchętniej do końca życia nie robiłabym nic.... Ale za coś trzeba żyć.
OOOOOOOOOOOOO!!!! WIEM JAK TO SIĘ WSZYSTKO SKOŃCZY!
Po zdaniu matury udam się na pierwsze lepsze studia, będę żyła sobie na stancji nie ucząc się tylko non stop imprezując. Jakimś cudem będę zdawać kolejne egzaminy, cudem zdam studia ważąc 20 kg więcej. Co z tego, że mam dyplom? I tak kończę w McDonaldzie, KFC albo na stacji benzynowej zarabiając 1100 zł miesięcznie. Mieszkam w jakimś obleśnym mieszkaniu, bo na lepsze mnie nie stać a rodziców o pomoc nie będę prosić bo przecież ile można kasy od nich ciągnąć. Znajdę faceta który pokocha moje WIIEEEELKIEEE ciało, po 2 miesiącach związku zajdę w ciąże. Facet mnie zostawi jak tylko zacznę tyć JESZCZE BARDZIEJ, a ja zostanę sama z dzieckiem zarabiając 1100 zł miesięcznie. Skończę jako uzależniona od alkoholu i papierosów stara panna z dzieckiem, może trójką dzieci. Aż w końcu umrę z depresją na raka w wieku 40 lat.
O KUR... dobra... zaczynam się uczyć. Ta wizja mnie przeraziła.
wtorek, 5 lutego 2013
Chwile smutku
Chwile smutku
" nie chce już żyć... to za bardzo boli "
W chwilach smutku najczęściej izoluje się od ludzi, siadam w swoim łóżku, z laptopem lub z odtwarzaczem muzyki i płacze. Choć nie zawsze ma to poważny powód to pozwala mi to odreagować.
Najgorzej jest kiedy smutek przychodzi przez kogoś pozornie dla nas bliskiego. Kiedy tracimy kogoś kto był dla nas całym światem uświadamiamy sobie jak bardzo byliśmy uzależnieni od tej osoby. Od kontaktu z nią, od bliskości i świadomości posiadania kogoś bliskiego, zaufanego. Ciężko jest wtedy nie wspominać wspólnych chwil, głosu czy uśmiechu tej osoby. A właśnie takie myśli sprawiają, że nasze serce coraz bardziej jest rozrywane.
Ale nie zawsze złe samopoczucie jest spowodowane stratą jakiejś osoby. Czasami jest wynikiem rozmyślań nad naszą przyszłością, nad naszym życiem, zdrowiem lub w przypadku kobiet - zbliżającym się okresem.
Jak sobie z tym radzić? Siedzieć w pokoju i czekać, aż minie, aż coś się zmieni? Słuchać dołujące muzyki, która sprawia, że nasz stan jest coraz gorszy? Cały czas wracać myślami do rzeczy która doprowadziła nas do takiego stanu?
Otóż najlepszym wyjściem jest wyjście... eeee.. z tego naszego pokoju. Musimy przestać się izolować, zacząć robić coś co pozwoli albo zmienić nasze życie, albo zapomnieć o straconej osobie. Nie mówię tutaj o piciu ogromnych ilości alkoholu, bo według mnie twierdzenie, że "smutek trzeba zapić" jest idiotyczne, choć kuszące.
Ale co zrobić kiedy nawet to nie pomoże? Jeżeli wyjdziemy do ludzi, będziemy robić to co robimy zawsze lub nawet spróbujemy kompletnie nowych rzeczy a nasz stan cały czas będzie stał w miejscu? Co zrobić w takich chwilach? Może potrzebujemy po prostu rozmowy? Z osoba która nie będzie nam radzić co zrobić, tylko wysłucha. bardzo ważne wydaje mi się posiadać w przyjaciół którym można się zwierzyć bez obawy, że informacje pójdą dalej.
Każdy tak na prawdę radzi sobie jakoś sam. W moim przypadku bardzo pomaga mi obranie jakiegoś celu i dążenie do niego. Sprawia to, że mam mniej czasu na myślenie. A im mniej czasu by myśleć, tym mniej czasu na smutek. Choć gdy zostaje sama i zrobię już wszystko co zrobić miałam to to wraca. Podobno w takich chwila czas jest najlepszym sprzymierzeńcem... podobno.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Przyjaźń damsko-męska
Przyjaźń damsko-męska
Jeżeli chodzi o przyjaźń między facetem a dziewczyną to moje zdanie w tej kwestii zmieniało się już parokrotnie. Za każdym razem było to związane z własnymi przeżyciami.
Tego typu znajomości są trudne, nawet bardzo. Ale czy w ogóle są możliwe? Z moich doświadczeń nauczyłam się, że jest to możliwe, ale nie na dłuższą metę. Jest wyjątek.. Jeżeli jedna osoba jest homo, albo jest w stałym związku. Dlaczego? Prędzej jedno lub drugie się zakocha.
Relacje między dwoma osobami różnych płci są bardzo specyficzne. Ale mam wrażenie, że są szczersze niż te między dziewczyną i dziewczyną. Jestem idealnym tego przykładem. Zdecydowanie wole kumplować się z facetami. Lepiej mi się z nimi dogaduje. I ta znajomość nie jest jakaś tak wymuszona. Choć to nie znaczy, że nie umiem się kumplować z dziewczynami.
Ale dziwny fakt który zauważyłam... Większość "przyjaźni" między dziewczynami wygląda tak. Kumplują się, jest fajnie, słodkie fazy, śłit focie, "oh jak ja Cie kocham", buziaczki itd. Takie słodkie, że aż można się zarzygać. Cały Facebook mam zajebany pięknymi zdjęciami "przyjaciółeczek" które muszą wszędzie pokazywać swoja miłość. Jakie to jest irytujące...
Przyjaźń polega na zaufaniu, szczerości, poświeceniu A NIE NA SŁIT FOCIACH! Przyjdzie co do czego a nawet nie będziesz miała do kogo się odezwać jak coś się stanie. Dlaczego? Bo Twoja przyjaciółka była tylko od pożyczania wzajemnie sobie ciuchów, obgadywania innych i wspólnego melanżowania. Nie ma co ,znajomość do końca życia.
Oczywiście jak ze wszystkim, nie zawsze tak jest. Bo na tym dziwnym świecie można odnaleźć normalność. Na przykład ja i Alicja. Ale to już sprawa bardziej prywatna i nie będę wgłębiać się tu w jej historie.
A z facetem jak jest? Pogadasz zarówno poważnie, powie Ci szczerze co myśli nie oszukując (bo nie ma w tym żadnego interesu), pocieszy jak trzeba, a w trudnych chwilach zaprosi na piwo.
Ale co zrobić jak jedno się zakocha? Stworzyć związek który jak się rozwali zniszczy Waszą relacje na tyle, że nie będziecie mówić sobie "cześć" na ulicy? Czy dalej przyjaźnić się ukrywając swoje uczucia? Ciężki wybór.
Sama byłam niejednokrotnie w takiej sytuacji i o ile rozpoczęcie z związku przyjaźnią może wydawać się fajne to zakończenie przyjaźni związkiem nie wydaje mi się już takie pozytywne.
Mieliście kiedyś przypadek takiej znajomości? Z chęcią poczytam!
wtorek, 29 stycznia 2013
bezsenne noce.
NIENAWIDZĘ SIEBIE, ZNAJOMYCH, SZKOŁY.
MOJE ŻYCIE JEST BEZ SENSU..
Cześć to znowu ja. Trochę mnie tutaj nie było ale jakoś nie wiedziałam o czy mam pisać, aż do dziś. Dzisiejsza nocy, była jedną z najgorszych jakie przeżyłam, a mianowicie.. Położyłam się spać około godziny 2. Myślałam, że szybko zasnę, gdyż byłam strasznie zmęczona, ale nie.. Coś we mnie chciało abym jeszcze nie kładła się spać.. W każdej pozycji było mi niewygodnie.. Zaś jak już ułożyłam się wygodnie to zaczęło być mi strasznie gorąco i tak na zmianę.. Uznałam, że to nie ma sensu i poleżę sobie w spokoju, podumam nad swoim życiem. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że moje życie nie ma żadnego sensu.. Znajomi? Hah jak to pięknie brzmi.. Odzywają się jak czegoś chcą, w życiu mam tylko jedną osobę z którą mogę pogadać o wszystkim, tak myślę. Ona się chyba ode mnie nie odwróci w końcu znamy się od zawsze.. No ale wracając do tematu, kolejnym dowodem na to, iż moje życie nie ma sensu jest to, że rodzice się mną w ogóle nie interesują.. Jestem zamkniętą w sobie dziewczyną.. Najbardziej śmieszy mnie to, że rodzice myślą, że mnie znają.. Oni nie wiedzą o mnie NIC. Nie rozmawiam z mamą tyle ile moja siostra.. Ona mówi jej o wszystkim.. A ja? Nie bo po co.. Ją i tak to nie interesuje. Bo kogo obchodzi to, że zostałam pochwalona w szkole albo dostałam czwórkę ze sprawdzianu z biologii choć się w ogóle nie uczyłam i nie ogarniam tego przedmiotu. Jak to mówią.. Głupi ma zawsze szczęście. Wczoraj "rozmawiałam" z mamą.. Śmieszy mnie trochę ta rozmowa a wyglądała ona następująco:
Mama: Ty żyjesz?
Ja: Tak żyję..
Mama: Czemu całymi dniami siedzisz na górze, nawet nie przyjdziesz nie pogadasz? Myślałam , że coś Ci się stało
Ja: Umarłam we śnie mamo..
Mama: Wiesz.. Idź może już na górę, my oglądamy film. Pokaż nam się co jakiś czas.
Mhm. Kocham takie rozmowy z rodzicami. Chcecie jeszcze jeden dowód na to, jakie moje życie jest beznadziejne? Można by wymieniać i wymieniać.. Bo tych powodów jest na prawdę wiele.. Jak to się mówi.. "robię dobrą minę do złej gry". Uśmiecham się choć cierpię, smutek rozsadza mą duszę, a ja sama ledwo żyję.. Słucham ludzi i próbuję im w jakiś sposób pomóc, bo nie chce aby myśleli tak ja, że nikt się nimi nie interesuje.
"Najładniej uśmiechają się Ci,
Najpiękniejsze oczy mają Ci,
Najlepiej słuchają Ci,
Najwięcej marzą Ci,
Najlepiej przytulają Ci,
którzy za kimś tęsknią."
DZIĘKUJĘ!
piątek, 18 stycznia 2013
marzenia
Zastanawialiście się kiedykolwiek co chcielibyście robić za kilka, czy też kilkanaście lat? Jak wyglądałoby wasze życie.. Ja czasem nad tym myślę, i wydaję mi się, że nie będzie tak kolorowo jak jest teraz.. Praca, dom na utrzymaniu..wszystko na twojej głowie.. Marzenia może i są piękne.. Willa z basenem obowiązkowo, no i co to byłby za dom jakby nie było luksusowego auta, nie wspominając już o pięknych i uzdolnionych dzieciach.. Czasem śmieszy mnie to co dzieje się w mojej głowie, jednak często także boję się sama siebie.. Czy to normalne? Nie wiem.. może kiedyś mi przejdzie.. Chciałabym skończyć jakieś studia i pójść do dobrze płatnej pracy.. chyba jak każdy ale łatwo powiedzieć trudniej zrobić.. jeszcze okaże się, że wyląduje w jakiejś beznadziejnej pracy i będzie starczać mi ledwo na kromkę chleba.. O.O Tiaaa marzenia, ale komu chce się uczyć? Bo przecież jak nie masz wykształcenia to nie masz nic.. albo znajomości.. Irytuję mnie takie coś.. no ale cóż co ja mogę, jestem tylko jakąś głupią nastolatką. Przecież ja nic nie wiem.. :)
ask :)
ask :)
niedziela, 6 stycznia 2013
moje hobby
Hobby
Od zawsze interesowałam się, że tak się wyrażę aranżacją wnętrz. Hmm może nie do końca.. Zawsze intrygowały mnie te wszystkie pomieszczenia, ludzie, którzy to wszystko projektują.. Odkąd sięgam pamięcią zawsze chciałam zostać jedną z takich osób, ostatnimi czasy nawet sporo nad tym myślałam.. Słyszałam jednak, ze trzeba mieć talent plastyczny a ja niestety go nie mam. "Mam dwie lewe ręce", jeśli chodzi o rzeczy związane z plastyką czy różnego rodzaju robótkami ręcznymi.. Za bardzo nie podobają mi się nowoczesne salony, od zawsze marzyłam o salonie, w którym znajdują sie antyki, starocie.. Uwielbiam takie meble.. Można przenieść się w przeszłość, czasy naszych dziadków albo nawet pradziadków.. Nie wiem czemu akurat podobają mi się takiego typu meble.. ale nie pogardziłabym salonem takim jak na obrazku...

Następną rzeczą, którą zaczęłam się interesować to moda.. Uwielbiam oglądać zdjęcia modelek na wybiegach albo ich sesje zdjęciowe.. W weekend wpadłam na wspaniały pomysł aby zgrać z internetu zdjęcia różnych modelek takich jak Lara Stone czy też Hailey Clauson i z tych wszystkich zdjęć zrobić mini fototapetę na ścianie obok łóżka.. Oczywiście jak na złość nie działa mi drukarka.. SUPER. ale i tak prędzej czy później to zrobię.. :)
A jakie jest wasze hobby?
SIEMANKO
A jakie jest wasze hobby?
SIEMANKO
sobota, 5 stycznia 2013
strach..
Czasem boję się sama siebie..
Tego co jest w mojej głowie,
tego co mnie otacza...
„Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku, ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie”.
~Maria Robinson
Każdego dnia mamy nadzieje , że życie będzie idealne , że będziemy mogli się cieszyć ze wszystkiego co Nas otacza , niestety ludzie robią swoje i zmieniają Nasz świat w coś nieosiągalnego , niektórzy traktują go jak własny. Wpierdalają się w to co jest naszą własnością. U każdego w życiu przychodzi moment w którym nie mamy już siły , poddajemy się lecz nie dajemy tego po sobie poznać .. Bo prawda jest taka , że niektórzy z Was nie traktują ludzkich uczuć poważnie , nie zwarzacie na to , jak możecie zranić lub upokorzyć .. Ważne jest tylko wasze szczęście i to co z nim zrobicie , ale należy pomagać tym co na to zasługują i mają szanse na poprawę siebie . . Gdy jednak nie ma się przy sobie nikogo bliskiego przychodzą nam do głowy różne myśli , te złe i te dobre ... Nie biorąc niczego pod uwagę , robimy rzeczy których potem zazwyczaj żałujemy , lub na odwrót .. Przyznam nie raz miałam ochotę zginąć tak by każdy zapomniał o mnie i o tym co robiłam w ich życiu , by wreszcie się uwolnić od tego wszystkiego .. Czułam się niepotrzebna i bezwartościowa .. Życie nie sprawiało mi radości a ciągłe funkcjonowanie na nim było bez sensu .. chwilami żałuje , że nie wykorzystałam swojej szansy .. lecz gdy już jesteś na skraju wytrzymałości nie patrzysz na to co pomyślą o tym inni , jedyna myśl jaka siedzi w głowie to , to , że wreszcie skończymy ze sobą , że nie potrzebne nam życie by tylko cierpieć bo żadna cudowna chwila nie wypełni pustki w naszym sercu ... Sądzicie , że to wszystko jest takie łatwe lecz my nie bierzemy pod uwagę konsekwencji , robiąc to jesteśmy egoistami myślimy tylko o tym , by skończyć z tym z czym sobie tak naprawdę nie radziliśmy bo to Nas przybiło , zdołowało do końca .. Gdyby nie to , że nie dajemy sobie rady i to , że jesteśmy słabi zapewne byśmy się nie przejmowali , ale są też osoby wrażliwe i o dobrym sercu którym potrzeba trochę czasu , samotności i miłości .. Gdyby nie wy nie byłoby powodów do samobójstwa bo to nie przychodzi z głupoty tylko z zachowania niektórych osób .. To nie jest proste lecz gdy już postanowisz staniesz na skraju zastanawiasz się czy to zrobić czy jednak zostać i cierpieć dalej .. Bo Nie warto jest żyć dla garstki ludzi którzy prędzej czy później o Tobie zapomną ... Samobójstwo to jedna z rzeczy która uwalnia od wszystkiego co mamy dotychczas , to egoistyczna czynność , która może jedynie pomóc w zdobyciu wymarzonego spokoju którego zazwyczaj pragniemy .. Podcinając sobie żyły , wieszając się , topiąc , dusząc , umierając zdajemy sobie sprawę , że jednak nie było tak źle , że jednak coś Nas trzyma na tym świecie lecz przychodzi również myśl , że tak będzie lepiej dla innych .. Czasem mamy ochotę zniszczyć siebie i własne wnętrze tak by rzygać krwią i wylewać żelazne łzy tak by cała nasza osoba umarła ... Niektórzy z Nas wolą proces powolny polega on na niszczeniu siebie przez cięcie się , cierpienie , ból oraz samotność która boli niesamowicie inni zaś pragną śmierci szybkiej która jest w trybie natychmiastowym . Niestety , każdy z Was uważa , że to głupie , że każdy kto chce to zrobić jest nienormalny , ale czy kiedykolwiek zapytaliście tej osoby jak się czuje dlaczego chce to zrobić , co go w życiu tak bardzo zdołowało , że nie chce żyć .. Może po prostu nie potrafi ? może nie umie sobie poradzić i udowodnić , że jednak na coś go stać .. Powiem wam , że śmierć nie jest wcale cudowna ale dzięki niej , pokazujemy swoje tchórzostwo oraz to , że uciekamy sami od siebie i nienawiści przez własne czyny których nie potrafimy naprawić . To prawda każdy z Nas popełnia błędy , ale to nie oznacza , że każdy ma na tyle siły by to przezwyciężyć .. Jest grupa ludzi która nie mówi o swoich uczuciach , o tym jak żyje i co go boli oraz rani woli żyć w samotności , zabijając siebie oraz swój świat który nigdy nie będzie doskonały ....
czwartek, 3 stycznia 2013
siemson
"wiesz,myślę o tym co noc. co noc biję się z pytaniem 'dlaczego' , i próbuję odciągnąć od siebie wyrzuty sumienia. czasem już nie mam sił - wymiękam. nie umiem rozwiązać tej pieprzonej zagadki jaką jesteś Ty."
U fryzjera
Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego, ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu.
Fryzjer powiedział:
- Wie pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.
- Dlaczego pan tak uważa? - zapytał klient.
- Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał, myśli pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci? Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, nie byłoby cierpienia... Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala.
Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył, klient zapłacił i wyszedł. I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka z długą zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to, że już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany i brudny.
Wtedy klient wrócił i powiedział:
- Wie pan co? Fryzjerzy nie istnieją!
- Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją? - zapytał fryzjer - Ja jestem jednym z nich!
- Nie - odparł klient - Fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowiek na ulicy.
- A nie, fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nie poszukują nas z własnej woli.
- No właśnie - powiedział klient. - Dokładnie tak. Bóg istnieje, to tylko ludzie Go nie szukają i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie.
Bóg nie obiecywał dni bez bólu, radości, bez cierpienia, słońca bez deszczu.
Obiecał siły na każdy dzień, pociechę wśród łez i światło na drodze...
SolarBiałas- chłopaki nie płaczą <---- link do piosenki
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)


.jpg)




.jpg)














