sobota, 20 kwietnia 2013

Sidła Przeznaczenia c.d

Sidła przeznaczenia c.d



ROZDZIAŁ I

5.05.1890r
                                              Prywatne zapiski Katherine Johnson
"Minęło dokładnie pięć lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Dzisiaj moja mała miałaby urodziny. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał  on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli. "

Kto to był Katherine Johnson? Co noc zadawałam sobie to samo pytanie. Kim jest i kim była ta cała Scarlett. I czemu akurat ja mam jej pamiętnik? Zawsze jak pytałam rodziców o tą  kobietę , nie wiedzieli co mają mi odpowiedzieć, czy oni wiedzieli więcej ode mnie? Ale czemu milczeli. Chyba nigdy się nie dowiem.  Mieszkam od piętnastu lat w Anglii i mam tyle samo lat co Scarlett, to pewnie przypadek. Możliwe, że dziewczynka, którą kiedyś porwano mieszka tuż obok mnie, może nawet się znamy. Tylko sprawcy nadali jej inne imię aby nie wzbudzać podejrzeń. Biedna panna Katherine, sama w tym wielkim mieście. Będąc młodą kobieta, tyle przeszła, na szczęście ja mam swoich kochających rodziców, którzy nigdy mnie nie opuszczą.  Nawet gdy miewam koszmary są obok mnie. Czy to dziwne, że gdy zamykam oczy widzę błękitnooką kobietę, nie jest stara. Wręcz przeciwnie, jest młoda i piękna. Tryska zdrowiem. Ale jest przerażona, za wszelką cenę chce uciec z kraju... Słyszę trzy strzały z broni wojskowej i w pewnym momencie się budzę, czemu akurat teraz? Co jest dalej.. Czy to ona zostaje postrzelona? Nie wiem nic, może to panna Katherine Johnson. Moja babcia, a to oznacza, że Scarlett to moja ciocia albo mama.. Nie to nie możliwe, przecież moją matką jest niejaka Any Forie-Mallory, córka bogatej wdowy Melanie Forie. Mama nie miała rodzeństwa, była jedynaczką. 
    -Rose, Rose Any Mallory. W tej chwili proszę zejść mi na dół. Wołam Cię od piętnastu minut a ty nawet nie raczysz się mi pokazać. 
Do rzeczywistości przywrócił mnie krzyk mojej matki, była pobudliwa i nie tolerowała spóźnialstwa. Ja jednak byłam straszną niezdarą i zawsze spóźniałam się na przyjęcia, które organizowali rodzice. 
   -Już idę mamo. Proszę poczekaj jeszcze chwilę. - odłożyłam pamiętnik niejakiej Katherine i szybkim krokiem zeszłam po drewnianych schodach do kuchni, gdzie czekała na mnie moja mama. Ojca jak zwykle nie było w domu. Dla niego liczyła się tylko praca. - Wszystkiego najlepszego kochanie z okazji piętnastych urodzin. - Przytuliła mnie z całej siły i pocałowała w czółko, kompletnie zapomniałam o moich dzisiejszych urodzinach. Ale zaraz, zaraz dzisiaj piąty maja. Scarlett też ma dzisiaj urodziny, czy ja jestem..? Hah, nie bądź głupia Rose. - Pomyślałam. Jednak szybko wróciłam do rzeczywistości. Mama nie mogła czekać. - Dziękuję, za pamięć. Taty nie ma? Jak zwykle w sumie, głupio pytam. -odparłam z żalem w głosie, nie widywałam go praktycznie w ogóle, jak on wyglądał? Zarośnięty i przy kości? Nie, to przecież listonosz. Mój ojciec był elegancji, chodził w garniturze, był wysoki i zadbany. - Nie ważne, nie było pytania. Idę do szkoły, bo jeszcze się spóźnię. 

W drodze do szkoły strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Czasem tak miałam, ale tym razem ból był dwa razy mocniejszy, nie do wytrzymania. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam odliczać od dziesięciu do zera. Nie pomogło, przed moimi oczami ukazał się pewien obraz, tak jakby sen na jawie. Jestem pewna, że każdy widok mogę zapomnieć, ale nie ten. Znak? Ale od kogo? Boga, zgłupiałam już do reszty, widzę zmarłych i w dzień powszedni myślę o Bogu. Próbowałam pozbyć się z pamięci widoku twarzy kobiety, która zabiła się na moich oczach. A ja wyławiałam ją z wody, później trzymałam jej dłoń. Udało mi się, jeszcze oddychała. Ale kiedy przyjechała karetka kobieta padła trupem. Cholera jasna. Nie zapomnę na długo jej twarzy, tego miejsca, tego co miała wtedy na sobie, jej oczu, tamtego pomostu i drogi do niego, tej tafli wody, drabiny, karetki i lekarzy, którzy wtedy przyjechali. Obudziłam się w szpitalu, poznałam jednego lekarza, był z mojej wizji, tylko nieco starszy. Czyżby to wszystko wydarzyło się naprawdę  Nie umiałam sobie tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz