wtorek, 23 kwietnia 2013

Kompleksy

Kompleksy

Cześć, to znowu ja. Postanowiłam, że w końcu coś tutaj napiszę. Ostatnimi czasy nie miałam na nic kompletnie czasu. Napisałam rozdział swojej książki. Sukces. Imieniny mojej mamy, goście, znajomi. Jest piękna pogoda i trzeba korzystać. Prawda? Jednak teraz nie mam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam, że napiszę kolejny post tym razem trochę o sobie, to chyba nowość. A mianowicie o swoich kompleksach, co mi się w sobie nie podoba, co mnie denerwuje. 

1. Nogi - moje nogi są ohydne. Grube, krótkie i krzywe. Wszystko z nimi jest nie tak ;// Jednak jestem jedną z tych osób, którym nic kompletnie się nie chce. Chciałabym być chuda, mieć piękną figurę, ale jestem LENIEM. Od miesięcy przymierzam się do biegania, chciałabym mieć lepszą kondycję i figurę, może wtedy byłabym bardziej otwarta na nowe znajomości i zaczęłabym chodzić w spódnicach oraz sukienkach. Nikt z osób, które mnie znają nie wyobraża sobie mnie w takim stroju. A czemu? Bo nigdy tak przy nich nie chodziłam.. Założyłam się nawet z koleżanką, że zrobię całe 42 dni szóstki Wejdera. Skończyłam na 10 dniu. Od jutra BIEGAM. 

2. Brzuch - Każdy z moich znajomych mówi, że mój brzuch jest idealny. Płaski. Okej, może mam płaski brzuch jak nie jem nic przez cały dzień. Dopiero gdy wracam ze szkoły o godzinie 16 coś przekąszę, wiem, że jest to niezdrowe blablabla, ale tak już mam.  Zawsze chciałam mieć umięśniony brzuch, ale jak już wcześniej pisałam, jestem strasznym leniuchem. Nienawidzę ćwiczyć. Może i mam szósteczkę z wychowania fizycznego, ale wtedy się zmuszam. Kiedyś, owszem :) Niedawno miałam nawet taki okres w swoim życiu, że się załamałam. Byłam w domu przez cały dzień i co robiłam? Oczywiście jadłam. Później jednak przejrzałam się w lustrze i przeraziłam się gdy to ujrzałam... o.O Umięśniony brzuszek to podstawa....

3. Wzrost - Nienawidzę swojego wzrostu. Zawsze chciałam być wysoka. metr siedemdziesiąt. Wzrost idealny dla dziewczyny, ale taki kurdupel jak ja może sobie tylko pomarzyć. Jestem dziesięć centymetrów niższa i jestem jedną z najniższych osób w klasie. Wyobraźcie sobie jak wyglądam jak gramy w koszykówkę na wf. Mam piłkę, przymierzam się do rzutu, jednak przede mnie podbiegają dwie wysokie laski z przeciwnej drużyny no i oczywiście nie mam szans, blokują mnie. Nie mogę nic zrobić.. Okej wiem, że jestem niska. Jednak moje wspaniałe koleżanki muszą mi później dogryzać. "wiesz co Natalia, ty jesteś taka śmieszna, bo jak gramy w kosza, to jak ty biegniesz i ja to jesteś o połowę niższa i patrzę na Ciebie z góry i to tak śmiesznie wygląda" 

4. Waga - Moja waga nie jest w sumie najgorsza, ale chciałabym mieć stałą wagę.. Wiem, że jest to możliwe i jakbym bardzo chciała to by mi się to udało. Wszystko się da, ale trzeba tylko trochę się przyłożyć. Tia przyłożyć... Mój przedział wagowy to 40-50. Jeszcze nigdy nie ważyłam pięćdziesięciu kilogramów i nie chciałabym aby to nastąpiło. Moim marzeniem jest ważyć 45kg. Wiem, że się dal gdyż moja o trzy lata starsza siostra, która jakoś w moim wieku ważyła 64kg. aktualnie waży ok. 50kg. 

5. Dieta - Strasznie niepokoją mnie moje nawyki żywieniowe. Za dużo słodyczy, za dużo tłuszczy za dużo po prostu niezdrowego jedzenia. Chciałam zostać wegetarianką, jednak moja mama mi nie pozwoliła, a z resztą boję się, żebym sobie nie umiała ułożyć odpowiedniej diety. Krótko mówiąc, nie umiałabym odpowiednio się odżywiać. Musze to wszystko ograniczyć, ale nie umiem. Podjadanie. To jest straszne. Wiecie może jak to wszystko przezwyciężyć? Zero słodyczy? Ale, że tak na zawsze.. nie umiem. 


No i to chyba na tyle. Jak na razie tylko tyle rzeczy przyszło mi do głowy. Może wy macie jakieś sytuacje, kompleksy z którymi nie możecie sobie poradzić? Piszcie śmiało ja postaram się wam w jakiś sposób pomóc :) 

sobota, 20 kwietnia 2013

Sidła Przeznaczenia c.d

Sidła przeznaczenia c.d



ROZDZIAŁ I

5.05.1890r
                                              Prywatne zapiski Katherine Johnson
"Minęło dokładnie pięć lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Dzisiaj moja mała miałaby urodziny. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał  on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli. "

Kto to był Katherine Johnson? Co noc zadawałam sobie to samo pytanie. Kim jest i kim była ta cała Scarlett. I czemu akurat ja mam jej pamiętnik? Zawsze jak pytałam rodziców o tą  kobietę , nie wiedzieli co mają mi odpowiedzieć, czy oni wiedzieli więcej ode mnie? Ale czemu milczeli. Chyba nigdy się nie dowiem.  Mieszkam od piętnastu lat w Anglii i mam tyle samo lat co Scarlett, to pewnie przypadek. Możliwe, że dziewczynka, którą kiedyś porwano mieszka tuż obok mnie, może nawet się znamy. Tylko sprawcy nadali jej inne imię aby nie wzbudzać podejrzeń. Biedna panna Katherine, sama w tym wielkim mieście. Będąc młodą kobieta, tyle przeszła, na szczęście ja mam swoich kochających rodziców, którzy nigdy mnie nie opuszczą.  Nawet gdy miewam koszmary są obok mnie. Czy to dziwne, że gdy zamykam oczy widzę błękitnooką kobietę, nie jest stara. Wręcz przeciwnie, jest młoda i piękna. Tryska zdrowiem. Ale jest przerażona, za wszelką cenę chce uciec z kraju... Słyszę trzy strzały z broni wojskowej i w pewnym momencie się budzę, czemu akurat teraz? Co jest dalej.. Czy to ona zostaje postrzelona? Nie wiem nic, może to panna Katherine Johnson. Moja babcia, a to oznacza, że Scarlett to moja ciocia albo mama.. Nie to nie możliwe, przecież moją matką jest niejaka Any Forie-Mallory, córka bogatej wdowy Melanie Forie. Mama nie miała rodzeństwa, była jedynaczką. 
    -Rose, Rose Any Mallory. W tej chwili proszę zejść mi na dół. Wołam Cię od piętnastu minut a ty nawet nie raczysz się mi pokazać. 
Do rzeczywistości przywrócił mnie krzyk mojej matki, była pobudliwa i nie tolerowała spóźnialstwa. Ja jednak byłam straszną niezdarą i zawsze spóźniałam się na przyjęcia, które organizowali rodzice. 
   -Już idę mamo. Proszę poczekaj jeszcze chwilę. - odłożyłam pamiętnik niejakiej Katherine i szybkim krokiem zeszłam po drewnianych schodach do kuchni, gdzie czekała na mnie moja mama. Ojca jak zwykle nie było w domu. Dla niego liczyła się tylko praca. - Wszystkiego najlepszego kochanie z okazji piętnastych urodzin. - Przytuliła mnie z całej siły i pocałowała w czółko, kompletnie zapomniałam o moich dzisiejszych urodzinach. Ale zaraz, zaraz dzisiaj piąty maja. Scarlett też ma dzisiaj urodziny, czy ja jestem..? Hah, nie bądź głupia Rose. - Pomyślałam. Jednak szybko wróciłam do rzeczywistości. Mama nie mogła czekać. - Dziękuję, za pamięć. Taty nie ma? Jak zwykle w sumie, głupio pytam. -odparłam z żalem w głosie, nie widywałam go praktycznie w ogóle, jak on wyglądał? Zarośnięty i przy kości? Nie, to przecież listonosz. Mój ojciec był elegancji, chodził w garniturze, był wysoki i zadbany. - Nie ważne, nie było pytania. Idę do szkoły, bo jeszcze się spóźnię. 

W drodze do szkoły strasznie zaczęła boleć mnie głowa. Czasem tak miałam, ale tym razem ból był dwa razy mocniejszy, nie do wytrzymania. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam odliczać od dziesięciu do zera. Nie pomogło, przed moimi oczami ukazał się pewien obraz, tak jakby sen na jawie. Jestem pewna, że każdy widok mogę zapomnieć, ale nie ten. Znak? Ale od kogo? Boga, zgłupiałam już do reszty, widzę zmarłych i w dzień powszedni myślę o Bogu. Próbowałam pozbyć się z pamięci widoku twarzy kobiety, która zabiła się na moich oczach. A ja wyławiałam ją z wody, później trzymałam jej dłoń. Udało mi się, jeszcze oddychała. Ale kiedy przyjechała karetka kobieta padła trupem. Cholera jasna. Nie zapomnę na długo jej twarzy, tego miejsca, tego co miała wtedy na sobie, jej oczu, tamtego pomostu i drogi do niego, tej tafli wody, drabiny, karetki i lekarzy, którzy wtedy przyjechali. Obudziłam się w szpitalu, poznałam jednego lekarza, był z mojej wizji, tylko nieco starszy. Czyżby to wszystko wydarzyło się naprawdę  Nie umiałam sobie tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć.

sobota, 6 kwietnia 2013

Sidła Przeznaczenia

Sidła przeznaczenia

Cześć. Postanowiłam, że zacznę pisać książkę. Znajomi popychali mnie do tego abym zaczęła pisać, czemu? Nie mam pojęcia. Napisałam już a raczej dopiero 1,5 rozdziału, ale chciałabym się z wami tym podzielić, może powiedziecie, doradzicie mi. Nie mam pomysłów, jak może się skończyć, nic. Pierwszy raz mierzę się z takim czymś, i wiem, że nie pójdzie mi najlepiej, ale zawsze chciałam napisać swoją własną książkę. Nie od razu wydać, ale pokazać poprzez książkę co czuję, jaka jestem. A więc, byłabym wdzięczna jakbyście przeczytali i napisali jak wam się podoba. Z góry dziękuję. 

aut. Natalia Sz.


Prolog

Była noc, nie słyszałam nic prócz fali uderzających o brzeg drewnianej łódki. Ile to już czasu? Zastanawiałam się każdego dnia. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem i jaki jest dzień tygodnia. Nie wiedziałam nic. Był rok 1895 nie mogłam zostać w kraju, moja matka wraz z ojcem zostali zamordowani, ja cudem uszłam z życiem, schowałam się w schronie na działce, matka zawsze jak byłam mała powtarzała mi, że w razie niebezpieczeństwa mam tam uciekać i za wszelką cenę nie odwracać się za siebie. A więc tak zrobiłam i tym razem. Nie wiedziałam co się dzieje, byłam przerażona a serce waliło mi jak młotem. Słyszałam odgłosy ludzi błagających o życie oraz strzały z wojskowych strzelb. Czy to już koniec? Pomyślałam. Do rzeczywistości przywrócił mnie dźwięk, który rozproszył się po pokoju, był to jakby płacz małego dziecka. Nasłuchiwałam się bardzo uważnie, byłam podekscytowana a za razem przerażona. Może mam jakieś omamy z tego wszystkiego. Rozejrzałam się po pokoju, szczególną moja uwagę przykuła stara, brudna szmata w którą było coś ewidentnie owinięte. Z paniką w oczach zbliżałam się małymi krokami do prześcieradła. Dziecko, ale co ono tam robiło? Czyżby, ktoś je porzucił, a może zostało schowane przed żołnierzami. W mojej głowie roiło się od pytań, ale nie mogłam teraz tym wszystkim zakrzątać sobie głowy. Było wiele  ważniejszych spraw, między innymi wyjechać z kraju. Jak pomyślałam tak tez zrobiłam, zabrałam ze sobą dziecko, jej oczy wprawiały mnie o osłupienie, były koloru nieba a swoją przezroczystością mówiły o smutku i zakłopotaniu. Tak jakby dziecko za kimś albo za czymś bardzo tęskniło i nie czuło się bezpiecznie. Nie mogłam przecież pozwolić na to aby stała mu się krzywda, więc czym prędzej wzięłam niemowlę na ręce i pospiesznym krokiem ruszyłam na port. 

Teraz jestem tutaj, tułam się po całym świecie bez jakiegokolwiek celu. Nie wiem co będzie dalej, ale chce aby mała Scarlett żyła w ciągłym lęku, chciałabym w końcu ułożyć sobie życie. Każdego dnia mam nadzieje, że życie będzie idealne, że będę mogła się cieszyć ze wszystkiego co mnie otacza, niestety ludzie robią swoje i zmieniają Nasz świat w coś nieosiągalnego, niektórzy traktują go jak własny. Wpierdalają się w to co jest naszą własnością. U każdego w życiu przychodzi moment w którym nie mamy już siły, poddajemy się lecz nie dajemy tego po sobie poznać. Bo prawda jest taka, że niektórzy nie traktują ludzkich uczuć poważnie, nie zważają na to, jak można zranić lub upokorzyć. Ważne jest tylko ich szczęście i to co z nim zrobią, ale należy pomagać tym co na to zasługują i mają szanse na poprawę siebie. Gdy jednak nie ma się przy sobie nikogo bliskiego przychodzą nam do głowy różne myśli, te złe i te dobre... Nie biorąc niczego pod uwagę, robimy rzeczy których potem zazwyczaj żałujemy, lub na odwrót.. Przyznam nie raz miałam ochotę zginąć tak by każdy zapomniał o mnie i o tym co robiłam w ich życiu, by wreszcie się uwolnić od tego wszystkiego.. Czułam się niepotrzebna i bezwartościowa.. Życie nie sprawiało mi radości a ciągłe funkcjonowanie na nim było bez sensu. Chwilami żałuje, że nie wykorzystałam swojej szansy. Lecz gdy już jesteś na skraju wytrzymałości nie patrzysz na to co pomyślą o tym inni, jedyna myśl jaka siedzi w głowie to, to, że wreszcie skończymy ze sobą, że nie potrzebne nam życie by tylko cierpieć bo żadna cudowna chwila nie wypełni pustki w naszym sercu. Sądzicie, że to wszystko jest takie łatwe lecz my nie bierzemy pod uwagę konsekwencji, robiąc to jesteśmy egoistami myślimy tylko o tym, by skończyć z tym z czym sobie tak naprawdę nie radziliśmy bo to Nas przybiło, zdołowało do końca. Gdyby nie to, że nie dajemy sobie rady i to, że jesteśmy słabi zapewne byśmy się nie przejmowali, ale są też osoby wrażliwe i o dobrym sercu którym potrzeba trochę czasu, samotności i miłości. Gdyby nie wy nie byłoby powodów do samobójstwa bo to nie przychodzi z głupoty tylko z zachowania niektórych osób. To jest proste, lecz gdy już postanowisz staniesz na skraju zastanawiasz się czy to zrobić czy jednak zostać i cierpieć dalej, bo Nie warto jest żyć dla garstki ludzi którzy prędzej czy później o Tobie zapomną. Samobójstwo to jedna z rzeczy, która uwalnia od wszystkiego co mamy dotychczas, to egoistyczna czynność, która może jedynie pomóc w zdobyciu wymarzonego spokoju którego zazwyczaj pragniemy. Podcinając sobie żyły, wieszając się, topiąc, dusząc, umierając zdajemy sobie sprawę, że jednak nie było tak źle, że jednak coś Nas trzyma na tym świecie lecz przychodzi również myśl, że tak będzie lepiej dla innych. Czasem mamy ochotę zniszczyć  siebie i własne wnętrze tak by rzygać krwią i wylewać żelazne łzy tak by cała nasza osoba umarła. Niektórzy z Nas wolą proces powolny polega on na niszczeniu siebie przez cięcie się, cierpienie, ból oraz samotność, który boli niesamowicie, inni zaś pragną śmierci szybkiej, która jest w trybie natychmiastowym. Niestety, każdy z Was uważa, że to głupie, że każdy kto chce to zrobić jest nienormalny, ale czy kiedykolwiek zapytaliście tej osoby jak się czuje, dlaczego chce to zrobić, co go w życiu tak bardzo zdołowało, że nie chce żyć. Może po prostu nie potrafi? Może nie umie sobie poradzić i udowodnić, że jednak na coś go stać. Powiem tylko, że śmierć nie jest wcale cudowna  ale dzięki niej, pokazujemy swoje tchórzostwo oraz to, że uciekamy sami od siebie i nienawiści przez własne czyny których nie potrafimy naprawić. To prawda każdy z Nas popełnia błędy, ale to nie oznacza, że każdy ma na tyle siły by to przezwyciężyć. Jest grupa ludzi, która nie mówi o swoich uczuciach, o tym jak żyje i co ich boli oraz rani, woli żyć w samotności, zabijając siebie oraz swój świat, który nigdy nie będzie doskonały.. Mam dość, nie chce żyć, ale muszę, dla Scarlett. Chcę aby choć ona miała cudowne życie, nie pozwolę aby ktoś kiedykolwiek ją skrzywdził. 


Rozdział I ~ prywatne zapiski Katherine Johnson (kawałek)


Minęło dokładnie piętnaście lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli.