sobota, 23 lutego 2013

brak pomysłów,czasu,chęci.

JOŁJOŁJOŁ


Nie wiem jakoś o czym mogę pisać więc wstawiam swoją słit focie. Zapraszam także na mojego aska, jeśli macie jakieś pytania możecie tam śmiało pisać natalia15a . W najbliższym czasie postaram się coś tutaj wstawić, jednak ostatnimi czasy nie mam weny. Dzisiaj zaczęłam czytać książkę "Zdrada Nieśmiertelnego" więc może ona nasunie mi jakiś pomysł na kolejną notkę ;)



niedziela, 17 lutego 2013

Dziadek&Babcia






Pewnego dnia dziadek źle się poczuł i za namową babci poszedł do lekarza.
Doktor stwierdził, że dziadek ma chore serce i oprócz odpowiednich lekarstw potrzeba mu więcej ruchu, więc babcia w trosce o jego zdrowie kupiła mu rower stacjonarny. Rower ten był wyposażony w 4 programy kontrolujące pracę serca. Dziadkowi bardzo spodobało się to urządzenie. Przez kilka dni zaciekawiony, intensywnie ćwiczył. Babcia zaczęła się zamartwiać, że chyba jest to za duży wysiłek jak na starszego, chorego człowieka. I miała rację, gdyż dziadek po tygodniu żmudnych ćwiczeń był bardzo wyczerpany, lecz nie chciał się przyznać babci, by nie zrobić jej przykrości. Mój kochany dziadziuś pozwolił, żebym i ja potrenowała na jego nowym urządzeniu. To zajęcie bardzo mi się spodobało i nieświadoma planów dziadka codziennie przejeżdżałam 10 km. Po kilku dniach dziadziuś przyznał się, że cały mój wysiłek przypisuje sobie. Babcia, kontrolując licznik roweru, bardzo była dumna, że dziadek przejeżdża 10 km i nawet nie jest zmęczony. A ja byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam pomóc dziadkowi i razem oszukiwaliśmy babcię. Jednak kłamstwo ma krótkie nogi i babcia po niedługim czasie domyśliła się, że coś przed nią kryjemy. Pewnego popołudnia przyłapała nas na gorącym uczynku. Niestety, ja i dziadek musieliśmy się przyznać do naszego małego sekretu. Babcia zrozumiała nasze dobre chęci i nie była na nas zła, tak jak się spodziewaliśmy.
Teraz rozpoczęliśmy w trójkę przejażdżki rowerowe na świeżym powietrzu, które bardzo nam się podobają. Często podczas tych przejażdżek przypominamy sobie naszą przygodę i wciąż ona nas bawi.

+ Doszłam do wniosku, że jestem gruba i mam okropny brzuch, więc od dzisiaj zaczynam robić 6 Weidera. Trzymajcie kciuki jeszcze tylko 41 dni do końca!




piątek, 8 lutego 2013

przyszłość


"Nigdy nie pytałem ile bólu może pomieścić ludzkie serce, a mimo to, co dzień na­kaza­ne jest mi to sprawdzać. "




W życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki okres kiedy zaczynamy myśleć "co dalej?". Jest to niesamowicie frustrujący temat do rozmyśleń, przynajmniej dla piętnastolatki takiej jak JA!

Moja głowa przez ostatnie tygodnie zawalona jest myślą tylko o tym co miałabym robić w przyszłości. Uświadamiam sobie, że to co chciałabym robić jest dla mnie nie osiągalne, albo też inaczej... wszyscy starają mi się to wybić z głowy mówiąc "weź ty się za porządną robotę". Może jestem leniem, może brak mi motywacji, może po prostu boję się wyjść poza pewien schemat?

Za każdym razem kiedy do mamy/taty przyjeżdża ich znajomy to zaczyna się gadka "o Natalko jaka Ty duża! ... a w której Ty klasie jesteś?... AAA 2 klasa gimnazjum  no ładnie, ładnie.... A co potem? Jakie licaum?" NO KURWA... skąd mam wiedzieć!? Na medycynę? Kompletnie nie rozumiejąc chemii? A może na politechnikę? OOO taaaakkk, moje kompletnie niezrozumienie fizyki na pewno mi bardzo pomoże.
Myślę i myślę i nic nie przychodzi mi do głowy. KOMPLETNIE NIC! Nie wiem co jest ze mną nie tak. Znam wielu ludzi którzy już w gimnazjum wiedzą co będą zdawać na maturze, na jaki kierunek pójdą, BA! wiedzą nawet na którą uczelnie chcą iść. A ja co? Nic.. najchętniej do końca życia nie robiłabym nic.... Ale za coś trzeba żyć.

OOOOOOOOOOOOO!!!! WIEM JAK TO SIĘ WSZYSTKO SKOŃCZY!

Po zdaniu matury udam się na pierwsze lepsze studia, będę żyła sobie na stancji nie ucząc się tylko non stop imprezując. Jakimś cudem będę zdawać  kolejne egzaminy, cudem zdam studia ważąc 20 kg więcej. Co z tego, że mam dyplom? I tak kończę w McDonaldzie, KFC albo na stacji benzynowej zarabiając 1100 zł miesięcznie. Mieszkam w jakimś obleśnym mieszkaniu, bo na lepsze mnie nie stać  a rodziców o pomoc nie będę prosić bo przecież ile można kasy od nich ciągnąć.  Znajdę faceta który pokocha moje WIIEEEELKIEEE ciało, po 2 miesiącach związku zajdę w ciąże. Facet mnie zostawi jak tylko zacznę tyć JESZCZE BARDZIEJ, a ja zostanę sama z dzieckiem zarabiając 1100 zł miesięcznie. Skończę jako uzależniona od alkoholu i papierosów stara panna z dzieckiem, może trójką dzieci. Aż w końcu umrę z depresją na raka w wieku 40 lat.



O KUR... dobra... zaczynam się uczyć. Ta wizja mnie przeraziła.

wtorek, 5 lutego 2013

Chwile smutku



Chwile smutku 

" nie chce już żyć... to za bardzo boli "

W chwilach smutku najczęściej izoluje się od ludzi, siadam w swoim łóżku, z laptopem lub z odtwarzaczem muzyki i płacze. Choć nie zawsze ma to poważny powód to pozwala mi to odreagować.

Najgorzej jest kiedy smutek przychodzi przez kogoś pozornie dla nas bliskiego. Kiedy tracimy kogoś kto był dla nas całym światem uświadamiamy sobie jak bardzo byliśmy uzależnieni od tej osoby. Od kontaktu z nią, od bliskości i świadomości posiadania kogoś bliskiego, zaufanego. Ciężko jest wtedy nie wspominać wspólnych chwil, głosu czy uśmiechu tej osoby. A właśnie takie myśli sprawiają, że nasze serce coraz bardziej jest rozrywane.
Ale nie zawsze złe samopoczucie jest spowodowane stratą jakiejś osoby. Czasami jest wynikiem rozmyślań nad naszą przyszłością, nad naszym życiem, zdrowiem lub w przypadku kobiet - zbliżającym się okresem.

Jak sobie z tym radzić? Siedzieć w pokoju i czekać, aż minie, aż coś się zmieni? Słuchać dołujące muzyki, która sprawia, że nasz stan jest coraz gorszy? Cały czas wracać myślami do rzeczy która doprowadziła nas do takiego stanu?



Otóż najlepszym wyjściem jest wyjście... eeee.. z tego naszego pokoju. Musimy przestać się izolować, zacząć robić coś co pozwoli albo zmienić nasze życie, albo zapomnieć o straconej osobie. Nie mówię tutaj o  piciu ogromnych ilości alkoholu, bo według mnie twierdzenie, że "smutek trzeba zapić" jest idiotyczne, choć kuszące.

Ale co zrobić kiedy nawet to nie pomoże? Jeżeli wyjdziemy do ludzi, będziemy robić to co robimy zawsze lub nawet spróbujemy kompletnie nowych rzeczy a nasz stan cały czas będzie stał w miejscu? Co zrobić w takich chwilach? Może potrzebujemy po prostu rozmowy? Z osoba która nie będzie nam radzić co zrobić, tylko wysłucha. bardzo ważne wydaje mi się posiadać w przyjaciół którym można się zwierzyć bez obawy, że informacje pójdą dalej.

Każdy tak na prawdę radzi sobie jakoś sam. W moim przypadku bardzo pomaga mi obranie jakiegoś celu i dążenie do niego. Sprawia to, że mam mniej czasu na myślenie. A im mniej czasu by myśleć, tym mniej czasu na smutek. Choć gdy zostaje sama i zrobię już wszystko co zrobić miałam to to wraca. Podobno w takich chwila czas jest najlepszym sprzymierzeńcem... podobno.

+zachęcam do komentowania :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Przyjaźń damsko-męska


Przyjaźń damsko-męska


Jeżeli chodzi o przyjaźń między facetem a dziewczyną to moje zdanie w tej kwestii zmieniało się już parokrotnie. Za każdym razem było to związane z własnymi przeżyciami.

Tego typu znajomości są trudne, nawet bardzo. Ale czy w ogóle są możliwe? Z moich doświadczeń nauczyłam się, że jest to możliwe, ale nie na dłuższą metę. Jest wyjątek.. Jeżeli jedna osoba jest homo, albo jest w stałym związku. Dlaczego? Prędzej jedno lub drugie się zakocha.


Relacje między dwoma osobami różnych płci są bardzo specyficzne. Ale mam wrażenie, że są szczersze niż te między dziewczyną i dziewczyną. Jestem idealnym tego przykładem. Zdecydowanie wole kumplować się z facetami. Lepiej mi się z nimi dogaduje. I ta znajomość nie jest jakaś tak wymuszona. Choć to nie znaczy, że nie umiem się kumplować z dziewczynami.

Ale dziwny fakt który zauważyłam... Większość "przyjaźni" między dziewczynami wygląda tak. Kumplują się, jest fajnie, słodkie fazy, śłit focie, "oh jak ja Cie kocham", buziaczki itd. Takie słodkie, że aż można się zarzygać. Cały Facebook mam zajebany pięknymi zdjęciami "przyjaciółeczek" które muszą wszędzie pokazywać swoja miłość. Jakie to jest irytujące...
Przyjaźń polega na zaufaniu, szczerości, poświeceniu A NIE NA SŁIT FOCIACH! Przyjdzie co do czego a nawet nie będziesz miała do kogo się odezwać jak coś się stanie. Dlaczego? Bo Twoja przyjaciółka była tylko od pożyczania wzajemnie sobie ciuchów, obgadywania innych i wspólnego melanżowania. Nie ma co ,znajomość do końca życia.
Oczywiście jak ze wszystkim, nie zawsze tak jest. Bo na tym dziwnym świecie można odnaleźć normalność. Na przykład ja i Alicja. Ale to już sprawa bardziej prywatna i nie będę wgłębiać się tu w jej historie.

A z facetem jak jest? Pogadasz zarówno poważnie, powie Ci szczerze co myśli nie oszukując (bo nie ma w tym żadnego interesu), pocieszy jak trzeba, a w trudnych chwilach zaprosi na piwo.

Ale co zrobić jak jedno się zakocha? Stworzyć związek który jak się rozwali zniszczy Waszą relacje na tyle, że nie będziecie mówić sobie "cześć" na ulicy? Czy dalej przyjaźnić się ukrywając swoje uczucia? Ciężki wybór.
Sama byłam niejednokrotnie w takiej sytuacji i o ile rozpoczęcie z związku przyjaźnią może wydawać się fajne to zakończenie przyjaźni związkiem nie wydaje mi się już takie pozytywne.
Mieliście kiedyś przypadek takiej znajomości? Z chęcią poczytam!