Sidła przeznaczenia
Cześć. Postanowiłam, że zacznę pisać książkę. Znajomi popychali mnie do tego abym zaczęła pisać, czemu? Nie mam pojęcia. Napisałam już a raczej dopiero 1,5 rozdziału, ale chciałabym się z wami tym podzielić, może powiedziecie, doradzicie mi. Nie mam pomysłów, jak może się skończyć, nic. Pierwszy raz mierzę się z takim czymś, i wiem, że nie pójdzie mi najlepiej, ale zawsze chciałam napisać swoją własną książkę. Nie od razu wydać, ale pokazać poprzez książkę co czuję, jaka jestem. A więc, byłabym wdzięczna jakbyście przeczytali i napisali jak wam się podoba. Z góry dziękuję.
Prolog
Była noc, nie słyszałam nic prócz fali uderzających o brzeg drewnianej łódki. Ile to już czasu? Zastanawiałam się każdego dnia. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem i jaki jest dzień tygodnia. Nie wiedziałam nic. Był rok 1895 nie mogłam zostać w kraju, moja matka wraz z ojcem zostali zamordowani, ja cudem uszłam z życiem, schowałam się w schronie na działce, matka zawsze jak byłam mała powtarzała mi, że w razie niebezpieczeństwa mam tam uciekać i za wszelką cenę nie odwracać się za siebie. A więc tak zrobiłam i tym razem. Nie wiedziałam co się dzieje, byłam przerażona a serce waliło mi jak młotem. Słyszałam odgłosy ludzi błagających o życie oraz strzały z wojskowych strzelb. Czy to już koniec? Pomyślałam. Do rzeczywistości przywrócił mnie dźwięk, który rozproszył się po pokoju, był to jakby płacz małego dziecka. Nasłuchiwałam się bardzo uważnie, byłam podekscytowana a za razem przerażona. Może mam jakieś omamy z tego wszystkiego. Rozejrzałam się po pokoju, szczególną moja uwagę przykuła stara, brudna szmata w którą było coś ewidentnie owinięte. Z paniką w oczach zbliżałam się małymi krokami do prześcieradła. Dziecko, ale co ono tam robiło? Czyżby, ktoś je porzucił, a może zostało schowane przed żołnierzami. W mojej głowie roiło się od pytań, ale nie mogłam teraz tym wszystkim zakrzątać sobie głowy. Było wiele ważniejszych spraw, między innymi wyjechać z kraju. Jak pomyślałam tak tez zrobiłam, zabrałam ze sobą dziecko, jej oczy wprawiały mnie o osłupienie, były koloru nieba a swoją przezroczystością mówiły o smutku i zakłopotaniu. Tak jakby dziecko za kimś albo za czymś bardzo tęskniło i nie czuło się bezpiecznie. Nie mogłam przecież pozwolić na to aby stała mu się krzywda, więc czym prędzej wzięłam niemowlę na ręce i pospiesznym krokiem ruszyłam na port.
Teraz jestem tutaj, tułam się po całym świecie bez jakiegokolwiek celu. Nie wiem co będzie dalej, ale chce aby mała Scarlett żyła w ciągłym lęku, chciałabym w końcu ułożyć sobie życie. Każdego dnia mam nadzieje, że życie będzie idealne, że będę mogła się cieszyć ze wszystkiego co mnie otacza, niestety ludzie robią swoje i zmieniają Nasz świat w coś nieosiągalnego, niektórzy traktują go jak własny. Wpierdalają się w to co jest naszą własnością. U każdego w życiu przychodzi moment w którym nie mamy już siły, poddajemy się lecz nie dajemy tego po sobie poznać. Bo prawda jest taka, że niektórzy nie traktują ludzkich uczuć poważnie, nie zważają na to, jak można zranić lub upokorzyć. Ważne jest tylko ich szczęście i to co z nim zrobią, ale należy pomagać tym co na to zasługują i mają szanse na poprawę siebie. Gdy jednak nie ma się przy sobie nikogo bliskiego przychodzą nam do głowy różne myśli, te złe i te dobre... Nie biorąc niczego pod uwagę, robimy rzeczy których potem zazwyczaj żałujemy, lub na odwrót.. Przyznam nie raz miałam ochotę zginąć tak by każdy zapomniał o mnie i o tym co robiłam w ich życiu, by wreszcie się uwolnić od tego wszystkiego.. Czułam się niepotrzebna i bezwartościowa.. Życie nie sprawiało mi radości a ciągłe funkcjonowanie na nim było bez sensu. Chwilami żałuje, że nie wykorzystałam swojej szansy. Lecz gdy już jesteś na skraju wytrzymałości nie patrzysz na to co pomyślą o tym inni, jedyna myśl jaka siedzi w głowie to, to, że wreszcie skończymy ze sobą, że nie potrzebne nam życie by tylko cierpieć bo żadna cudowna chwila nie wypełni pustki w naszym sercu. Sądzicie, że to wszystko jest takie łatwe lecz my nie bierzemy pod uwagę konsekwencji, robiąc to jesteśmy egoistami myślimy tylko o tym, by skończyć z tym z czym sobie tak naprawdę nie radziliśmy bo to Nas przybiło, zdołowało do końca. Gdyby nie to, że nie dajemy sobie rady i to, że jesteśmy słabi zapewne byśmy się nie przejmowali, ale są też osoby wrażliwe i o dobrym sercu którym potrzeba trochę czasu, samotności i miłości. Gdyby nie wy nie byłoby powodów do samobójstwa bo to nie przychodzi z głupoty tylko z zachowania niektórych osób. To jest proste, lecz gdy już postanowisz staniesz na skraju zastanawiasz się czy to zrobić czy jednak zostać i cierpieć dalej, bo Nie warto jest żyć dla garstki ludzi którzy prędzej czy później o Tobie zapomną. Samobójstwo to jedna z rzeczy, która uwalnia od wszystkiego co mamy dotychczas, to egoistyczna czynność, która może jedynie pomóc w zdobyciu wymarzonego spokoju którego zazwyczaj pragniemy. Podcinając sobie żyły, wieszając się, topiąc, dusząc, umierając zdajemy sobie sprawę, że jednak nie było tak źle, że jednak coś Nas trzyma na tym świecie lecz przychodzi również myśl, że tak będzie lepiej dla innych. Czasem mamy ochotę zniszczyć siebie i własne wnętrze tak by rzygać krwią i wylewać żelazne łzy tak by cała nasza osoba umarła. Niektórzy z Nas wolą proces powolny polega on na niszczeniu siebie przez cięcie się, cierpienie, ból oraz samotność, który boli niesamowicie, inni zaś pragną śmierci szybkiej, która jest w trybie natychmiastowym. Niestety, każdy z Was uważa, że to głupie, że każdy kto chce to zrobić jest nienormalny, ale czy kiedykolwiek zapytaliście tej osoby jak się czuje, dlaczego chce to zrobić, co go w życiu tak bardzo zdołowało, że nie chce żyć. Może po prostu nie potrafi? Może nie umie sobie poradzić i udowodnić, że jednak na coś go stać. Powiem tylko, że śmierć nie jest wcale cudowna ale dzięki niej, pokazujemy swoje tchórzostwo oraz to, że uciekamy sami od siebie i nienawiści przez własne czyny których nie potrafimy naprawić. To prawda każdy z Nas popełnia błędy, ale to nie oznacza, że każdy ma na tyle siły by to przezwyciężyć. Jest grupa ludzi, która nie mówi o swoich uczuciach, o tym jak żyje i co ich boli oraz rani, woli żyć w samotności, zabijając siebie oraz swój świat, który nigdy nie będzie doskonały.. Mam dość, nie chce żyć, ale muszę, dla Scarlett. Chcę aby choć ona miała cudowne życie, nie pozwolę aby ktoś kiedykolwiek ją skrzywdził.
Rozdział I ~ prywatne zapiski Katherine Johnson (kawałek)
Minęło dokładnie piętnaście lat od momentu jak zabrano mi małą Scarlett. Traktowałam ją jak własną córkę. Sądziłam, iż Anglia, jest spokojnym krajem, więc postanowiłam, że tutaj zamieszkamy, jednak myliłam się. Zatrzymałyśmy się w opuszczonym domu, nie wyglądał on na bezpieczny ale nie miałyśmy pieniędzy aby zapłacić za nocleg w pobliskim hotelu, zostawiłam dosłownie na moment małą Scarlett aby poszukać jakiegoś pożywienia, gdy wróciłam, jej już tam nie było. Czy ktoś ją porwał? Nie umiałam sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, w mojej głowie roiło się od czarnych myśli.

jestem Twoją fanką od dziś, chce więcej !
OdpowiedzUsuńHahaha jejku, no nie gadaj (: Napisałam to na szybko.. Wgl ta praca nie jest przemyślana. Na razie mam tylko tyle, ale ten twój komentarz zachęcił mnie do dalszej pracy. Dziękuję :)
UsuńŚwietny blog i książka <3
OdpowiedzUsuńzapraszam
http://julia-blooog.blogspot.com/
Dzięki, na pewno zajrzę ;)
UsuńFajne. U mnie opowiadanie podobnego typu. a mój blog to http://aniela5000.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń:)
Usuńdzięki :)
OdpowiedzUsuńŚwietne ;3 Obserwujemy? ♥
OdpowiedzUsuńWpadnij | best-frieend.blogspot.com